11 MINUT

Scenariusz: Jerzy Skolimowski

Reżyseria: Jerzy Skolimowski

Polski kandydat do Oscara to film pozbawiony bohaterów i treści. Opowieść, z której nic nie wynika. To dzieło skrajnie puste.

Film opowiadany jest z 10 perspektyw: sprzedawca hot dogów, kurier, zmywacz okien, dziewczyna z psem, mąż żony, żona aktorka, nastolatek, malarz, lekarka, ludzie przed monitorami. Dlaczego akurat takie osoby i akurat tyle? Czy to jest jakiś pełen przekrój przez polskie społeczeństwo? Czy te osoby mają jakieś cechy, które czynią ich jedną grupą? Mam wrażenie, że dobór jest przypadkowy.

Te wątki niby co jakiś czas się przecinają, ale nic z tych przecięć nie wynika. Nie widzę też wspólnego tematu, który łączyłby te nowele. Nic tu się nie składa, to wszystko zmierza donikąd. Jest to opowiadanie o przypadku, więc jest to opowiadanie przypadkowe. Nie ma żadnych reguł, nie ma napięcia. Jest nudno.

Połowa filmu, wciąż nudno i wciąż nie wiem, o czym to jest. Konflikty w wątkach się nie rozwijają, a w części z nich nawet się nie zawiązały. Tu nic nie ma, to jest przypadkowa obserwacja przypadkowych ludzi.

Jest kilka różnych nadprzyrodzoności: martwy piksel, lecący nisko samolot, cofająca się woda, mroczny głos, kosmici w telewizji, martwy gołąb. Jak to działa? Czy to jest zapowiedź śmierci? Jeśli tak, to dlaczego lekarka nie widzi cofającej się wody? Dlaczego ludzie przed monitorami nie umierają? Po co jest ta zapowiedź, skoro oni jej nie rozumieją? Dlaczego oni w ogóle na to nie reagują, nie dziwi ich głos, nie sprawdzają co to za piksel, nie szukają w internecie informacji o samolocie co lata w centrum Warszawy? Czy to jest ostatni dzwonek dla nich, żeby się zmienić? Ale co to znaczy zmienić, przecież większość nic złego nie zrobiła. I co ma wynikać z tego pomysłu, że każdy z nas przed śmiercią dostaje sygnał, że na nas już czas?

W filmie, gdzie tak istotny jest czas, zarządzanie czasem jest bardzo nieudolne. Kurier na motorze przejechał pół miasta, uciekł kochance, policji, sprzedał narkotyki, spotkał się z ojcem, a w tym czasie żona i reżyser powiedzieli do siebie kilka zdań.

Logistyka tej akcji nie ma sensu. Duża część widowni zna Warszawę i widzi wszystkie przekłamania. Wydarzenia na Placu Grzybowskim są opowiadane konsekwentnie, ale kurier na trasie S8 nie może po chwili parkować przy rondzie ONZ, a malarz siedzący na praskiej plaży nie może po chwili wsiadać do autobusu na Powiślu.

Po godzinie nudy czas na absurdy. Mąż żony ślizga się na pianie z gaśnicy i kilkanaście osób ginie w absurdalnej sekwencji. Czy to ma być śmieszne? Bo tak wyszło. Nie ma to żadnego sensu, nie buduje żadnych znaczeń, nie puentuje żadnego wątku.

Spójrzmy na przebieg głównej sekwencji męża i żony. Na początku wyglądają na zakochanych. Oboje mieli iść na spotkanie, ale ona go nie obudziła. Czy go jednak nie kocha? Czy planowała zgodzić się na seks z reżyserem? Kim on jest, że miał być na tym spotkaniu? Czy rzeczywiście miał być, skoro w recepcji o tym nie wiedzą? Dlaczego on tak bardzo musi im przerwać spotkanie? Czy nie ma do niej zaufania? Czy ona kiedyś go zdradziła? Czy on rozumie, że rozwalając drzwi gaśnicą przekreśli jej szanse na tę rolę? Dlaczego ona mdleje? Czy jest na coś chora i on biegnie tam dlatego, że wie o tej chorobie? Dlaczego on ją puszcza? Dlaczego ochroniarze podnoszą jego, zamiast pomóc mu wciągnąć żonę? Co wynika z tej sekwencji? „Nie bądź zazdrosny, bo zabijesz żonę i jeszcze 15 innych osób.”

Co wynika z całego filmu? „Jeśli masz nazwisko, to nawet jak zrobisz największą wydmuszkę roku, możesz zostać polskim kandydatem do Oscara.”

Przeczytaj inne analizy

LISTY DO M. 2

Twórcy tego filmu mieli trzy lata i dowolną ilość milionów na stworzenie tego scenariusza. Mogli zrobić najlepszy polski film, ale pomyśleli sobie tak: „Po co mamy robić dobry film i się męczyć, jak możemy zrobić pseudofabularną papkę, a i tak zobaczą to 3 miliony ludzi?”

CZYTAJ

DEMON

To najlepsza polska komedia tego roku i nienajlepszy thriller (a właściwie horror, bo duchy).

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA