BOBRY

Scenariusz: Hubert Gotkowski, Marcin Kabaj

Reżyseria: Hubert Gotkowski

Gdybym zobaczył ten film na festiwalu kina niezależnego, pewnie by mi się podobał i nic bym o nim nie pisał. Uznałbym, że kino niezależne jest niezależne właśnie dlatego, że nie ma warunków do bycia profesjonalnym, również w kwestii scenariusza. Jednak zobaczyłem go w kinie, gdzie mój bilet kosztował tyle samo, co bilet na każdy inny film, dlatego moje wymagania również są takie same, jak wymagania wobec innych filmów. Tak jak każdy przeciętny widz (mimo, że przeciętny widz nie jest tego świadomy) wymagam:
+ solidnej konstrukcji
+ wiarygodnej intrygi
+ zaskakujących, ale logicznych zwrotów akcji
+ konsekwencji w opowiadaniu i spójności gatunkowej
+ pogłębionych psychologicznie bohaterów
+ dynamicznych przebiegów
+ napięć i konfliktów
+ mnóstwa innych rzeczy, które składają się na dobry scenariusz.
„Bobrom” nie brakuje humoru i uroku, ale brakuje wielu z powyższych elementów.

Struktura narracyjna jest zbyt skomplikowana. Głównym narratorem jest drugoplanowy bohater, Bogdan, który opowiada w barze o zeznaniach, jakie składał z głównym bohaterem, Marcinem, kilka lat wcześniej. Trzon opowieści to treść tych zeznań, czyli wydarzenia sprzed kilku dni. Do tego film zaczyna się jeszcze kilka lat wcześniej, przed wyjazdem Marcina do Irlandii, a w trakcie opowieści mamy retrospekcje z czasów łączących rozpad zespołu z teraźniejszością. Tak więc akcja dzieje się w pięciu planach czasowch. Nie ma też konsekwencji w zamykaniu narracji, bo zaczynamy w barze w opowieści Bogdana, a kończymy na koncercie w opowieści Marcina.

Ekspozycja Kosiarza jest niedobra. Późno rozumiemy kim on w ogóle jest. Tak naprawdę najpierw zawiązuje się główny konflikt, dopiero potem rozumiemy kim jest jedna ze stron tego konfliktu.

Główny konflikt, który jest osią fabuły całego filmu, to starcie Marcina i Kosiarza. Marcin chce żyć, Kosiarz namawia Marcina, żeby się zabił. Fajny pomysł, ale czy ten wątek ma siłę nośną dla pełnometrażowego filmu? W jaki sposób Kosiarz może przeszkodzić Marcinowi, jeśli tak naprawdę wszystko zależy od decyzji Marcina? Jeśli Kosiarz chce, żeby Marcin się zabił, to po co ma kasetę z jego muzyką? Przecież to właśnie ciągnie Marcina do życia.

Moment zawiązania konfliktu sam w sobie też jest późno. Długo nie wiemy, o czym tak naprawdę będzie ten film. Czy o powrocie z Irlandii, czy o poszukiwaniu gitary, czy o jakichś zeznaniach. Mam wrażenie, że cały początek z zespołem jest niepotrzebny. Rozumiem, że pokazujemy jak między nimi było, ale po pierwsze, to mogłoby wrócić później we wspomnieniach, a po drugie, widzimy że nie ma znaczenia jak między nimi było, bo było słabo, a i tak Marcin chce żyć, żeby znów byli zespołem. Więc co tak naprawdę wynika dla całego filmu z tych początkowych scen z zespołem?

Czemu Kosiarz zatrzymuje jadącą na sygnale karetkę szukają ognia? To jakiś absurd. Naprawdę spodziewał się, że karetka jadąca na sygnale zatrzyma się, żeby przypalić mu papierosa? Przecież nie wiedział, że kieruje nią naćpany policjant.

Cała postać policjanta jest w moim odczuciu brudem scenariuszowym i powinna zostać usunięta. Być może oglądałem nie dość uważnie (choć myślę, że uważniej nić większość widzów), ale o tym, że on jest policjantem, dowiedziałem się z napisów. Cały czas miałem wrażenie, że to jakiś gangster. Zagrożenie, które sobą reprezentuje, jest absurdalne i nie ma w nim żadnej konsekwencji. Najpierw nie żyje, potem ożywa nie wiadomo czemu, potem daje jakieś dziwne tygodniowe ultimatum, choć nie ma pewności, że ściga właściwego człowieka. Potem znika na cały film i nawet nie pojawia się na umówionym spotkaniu z Klockiem w szpitalu. Jeśli już jest taka postać, to powinna być cały czas zagrożeniem dla naszych bohaterów. Tropić ich, ścigać, obserwować, grozić, robić cokolwiek, co budowałoby jakieś napięcie. W tej wersji jest zupełnie niepotrzebna.

Czemu Kosiarz szybko zostawia Marcina i nie chodzi za nim starając się nakłonić go do samobójstwa? W jaki sposób chce mu przeszkodzić w odbudowaniu zespołu, jeśli go nie ma obok? Niby zabija jakiegoś żula ze sklepu, ale po pierwsze: Kosiarz nie zna przyszłości, więc nie mógł wiedzieć, że Marcin będzie chciał żula do zespołu. Po drugie: Marcin jest ostatni na liście Kosiarza, więc to na pewno nie on zabił żula. Więc według logiki filmu Kosiarz nic nie zrobił, w żaden sposób nie przeszkadzał Marcinowi. Główny konflikt zamarł, z filmu zniknęło napięcie.

Smród dołącza do zespołu, bo Marcin przekonuje go, że tylko tak może szybko zarobić dużo pieniędzy. Jednak szybko okazuje się, że jest to niemożliwe i pewnie nic nie zarobią. Dlaczego więc Smród trwa w tym planie? Albo dlaczego chociaż nie zgłasza swoich wątpliwości, że jego cele nie zostaną zrealizowane? Zachowuje się tak, jakby wchodząc do zespołu zapomniał, po co do niego wszedł.

Dlaczego Klocek udawał przed kolegami wariata? Wiemy, że nie był wariatem, bo normalnie rozmawiał z Policjantem sprzedając mu prochy, potem normalnie rozmawiał z kolegami, gdy już do nich dołączył. Więc czemu w szpitalu pozwolił im myśleć, że jest nienormalny? Nikt ich nie podsłuchiwał, mogli rozmawiać swobodnie.

Marcin truje Kosiarza, by zdobyć jego samochód. Kolejny absurd. Czy nie mogli na przykład sprzedać trochę proszków Klocka i kupić kolejnego Malucha za 1000 złotych? I czy oni nie wiedzą, że Kosiarz nie jest człowiekiem? Jak można otruć śmierć? Czemu Kosiarz na początku niby umiera, a potem nagle ożywa?

Jedną z warstw narracyjnych jest zeznanie Marcina i Bogdana na białym tle, tak więc od początku widz spodziewa się, że Marcin jednak umrze. To zmienia perspektywę patrzenia na historię. Nie oglądamy jej z pytaniem: „Czy uda mu się pokonać Kosiarza?”, tylko z pytaniem: „Jak do tego dojdzie, że on jednak umrze?”. To kolejna rzecz, która zdejmuje napięcie z działań bohatera, bo już tak bardzo nie obchodzi nas jego walka o reaktywację zespołu, skoro wiemy, że i tak wkrótce zginie.

Marcin na koncercie zabija się przez przypadek. To jest bez sensu. Dlaczego kulminacyjny moment nie jest wynikiem działania żadnej ze stron konfliktu? W takiej sytuacji widz dystansuje się do historii, po co przez kilkadziesiąt minut oglądać czyjąś walkę o życie, skoro ten ktoś może na koniec tak po prostu przypadkowo umrzeć?

Na koncercie, po śmierci Marcina, pojawia się policjant, który atakuje Smroda. Czemu akurat teraz? To wydaje mi się takie przypadkowe. Do tego, gdy Marcin wraca z zaświatów i gra dalej koncert, to już Policjant się nie pojawia. Dlaczego?

W zaświatach Marcin podejmuje decyzję, że chce dalej żyć. Ale to tak naprawdę nie jest decyzja, tylko konsekwencja wcześniejszych działań. To miałoby sens, gdyby on sam się zabił, ale niestety zrobił to przypadkiem, a tak naprawdę wciąż chciał żyć. Więc kulminacja wcale nie jest kulminacją, nie ma żadnej stawki, nie ma walki o coś, nie ma napięcia. Wszystko to po prostu się toczy, aż się skończy.

Dlaczego Marcin otrzymuje możliwość powrotu do życia? Dzieje się to po jego zeznaniach przeciwko Kosiarzowi, ale przecież Marcin nie zginął przez Kosiarza, tylko przez własną głupotę. Niczym też nie ryzykuje zeznając przeciw Kosiarzowi, więc czemu dostaje nagrodę? Jaką logiką kieruje się niebiański adwokat oferując Marcinowi życie?

Mimo, że jest to film o punkowym zespole, to prawie nie ma w nim muzyki tego zespołu. Oni cały czas chcą grać, ale tak naprawdę nigdy nie grają. Mówią o muzyce, ale nic ich ona nie obchodzi. Nawet jak mają już skład i umówiony koncert, to zapominają zrobić choć jedną próbę. Przez cały film nie zagrali ani jednej piosenki na żywo (ta na końcu leci z offu, niesynchronicznie do grającego zespołu).

Na koniec najważniejsze pytanie: o czym to jest, co ma z wynikać z tego filmu? Że warto jest żyć? Puenta wcale na to nie wskazuje, bo Marcin odkrył to już w pierwszej połowie filmu. Że życie jest piękne, gdy robi się to, co się kocha? Jeśli tak, to Marcin powinien chcieć się zabić, bo nie może grać. A my na początku nie wiemy, czy może, czy nie, bo nawet nie próbuje. Tak więc ja jako widz dostrzegam, że ten film dotyka jakichś tematów, ale nie wiem, co autor stara mi się przekazać.


Spójrzmy jeszcze na przebiegi postaci w trakcie opowieści:

Marcin jest nieudacznikiem i chce się zabić.
Ale przypadkiem natrafia na ślad po swoim dawnym zespole.
Postanawia żyć i reaktywować zespół.
Udaje mu się.
Ale na koncercie przypadkiem się zabija.
Postanawia wrócić do życia.
Udaje mu się.

Smród jest szefem szaletu i jest szczęśliwy.
Ale przypadkiem naraża się policjantowi i musi szybko zarobić dużo pieniędzy.
Postanawia dołączyć do zespołu mając na dzieję na szybkie zyski.
Nie udaje mu się zdobyć pieniędzy.

Klocek jest pacjentem szpitala psychiatrycznego i jest szczęśliwy mogąc handlować prochami.
Ale przypadkiem odwiedzają go dawni koledzy i proponują, by dołączył do zespołu.
Postanawia wrócić do zespołu.
Udaje mu się pozostać szczęśliwym. (?)

Kosiarz jest posłańcem śmierci i nienawidzi swojej pracy.
Ale przypadkiem obiekt jego ostatniej misji zmienia zdanie i nie chce umrzeć.
Postanawia za wszelką cenę przekonać go, żeby się zabił.
Nie udaje mu się.
Ale mimo to Marcin ginie przypadkiem.
Ale zeznaje przeciwko niemu i wraca do życia.
Kosiarz ponosi porażkę i dostaje karę za swoje oszustwa.

Bogdan też jest posłańcem śmierci i mniej nienawidzi swojej pracy.
Do połowy filmu nic się z nim nie dzieje, aż nagle Kosiarz grozi mu, że go zdradzi.
Postanawia się ratować i pierwszy zdradza Kosiarza.
Udaje mu się, ale Kosiarz jest na niego obrażony i się do niego nie odzywa. (?)

Policjant jest narkomanem i lubi ćpać.
Ale przypadkiem zostaje okradziony przez Smroda.
Postanawia poczekać tydzień na swoje pieniądze i znika na ten czas.
Nie udaje mu się odzyskać pieniędzy.

Zastanawiam się jak te przebiegi się przenikają, jakie konflikty tworzą się między postaciami. Jak te konflikty i przebiegi grają na główny konflikt. Jak budują myśl, która ma wynikać z filmu. Dochodzę do wniosku, że jest tu wiele elementów nielogicznych, niekonsekwentnych, niepotrzebnych, że jest w tych postaciach dużo chaosu i przypadkowości.


Przeczytaj inne analizy

MAŁE STŁUCZKI

Bardzo kibicowałem temu filmowi. Miałem nadzieję, że powstanie ciepły, oryginalny, uroczy, może nawet magiczny film. Jest tu wiele takich scen, jednak całość mnie rozczarowuje i niestety nudzi.

CZYTAJ

KARUZELA

Im dłużej trwa film, tym mniej rozumiem bohaterów. Często nie wiem, czego chcą, co wiedzą, czego nie wiedzą, jak wyglądają ich relacje.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA