DISCO POLO

Scenariusz: Maciej Bochniak, Mateusz Kościukiewicz

Reżyseria: Maciej Bochniak

Jestem rozczarowany. Ten film mógł sportretować moje ukochane lata dziewięćdziesiąte, wesołe czasy mojego dzieciństwa, gdy muzyka disco polo uczyniła mnie romantykiem, którym jestem do dziś. Niestety jest tylko atrakcyjnym formalnie, pozbawionym sensu snem autora na temat tamtego świata. Ogromny potencjał został niewykorzystany.

Początek. Lektor informuje nas, jaka była Polska lat 90. Ilustrują to obrazki z dzikiego zachodu, gdzie grupa anglojęzycznych mężczyzn wykonuje odwiert w poszukiwaniu ropy. Doceniam uczciwość autora w tej otwierającej scenie, choć z początku nie dostrzegłem tego, co chce mi powiedzieć. A chce powiedzieć tak: „Myślisz widzu, że zobaczysz film o Polsce z ukochanych lat 90? Nie, zobaczysz mój sen. To świat, w którym nie ma zasad, więc może wydarzyć się wszystko.” Nie lubię tak. Czuję się wtedy bezbronny i oszukany.

Trudno, wejdźmy w ten sen, poszukajmy sensu w tej opowieści. Tomek jedzie na pustynię, gdzie wśród robotników znajduje Rudego, genialnego muzyka. Z jakiegoś powodu szukają ropy i mówią po angielsku. Potem następuje bardzo dobra sekwencja prezentowania Rudemu świata wielkiej muzyki. Sekwencję tę muszę pochwalić, bo pomysł, by Rudy w swoim ubrudzonym ropą, anglojęzycznym ubraniu przeniósł się do retrospekcji Tomka i niewidziany przez innych brał udział w wydarzeniach z jego życia, jest wspaniały. Tak więc na koniec tej sekwencji my, tak jak Rudy, wiemy już kto jest kim, co to za towarzystwo i dlaczego Tomek go szuka. Rudy jednak nie chce robić muzycznej kariery i odchodzi razem z innymi operatorami odwiertu, a ja zaczynam nierozumieć i zadawać niewygodne pytania. Dlaczego Rudy kłamie, że to nie on? Czy muzyka jest dla niego czymś wstydliwym? Dlaczego sprzedał tę piosenkę Atomicowi? Czy został oszukany? Czy Atomic też go szukał, skoro miał jego portret? Dlaczego Rudy nie chce sprzedać piosenek Tomkowi? Jak Tomek go znalazł po tych kilku miesiącach? Czy próbował założyć zespół z kimś innym? Czy był tym kelnerem tylko raz, czy przez kolejne miesiące, gdy szukał Rudego, też tam kelnerował i poznawał ludzi? Oczywiście nigdy już nie poznamy odpowiedzi na te pytania, a uczciwy autor postanowił skomentować je wymownym obrazem: japoński zarządca podpala swój odwiert, a wybuch, który pochłania wysiłek Rudego i spółki, jest metaforą wybuchu formy, która przez kolejne półtorej godziny będzie pochłaniać moje wysiłki znalezienia sensu w opowieści o Tomku.

Tomek rozmawia z ojcem przy jedzeniu. Każdy z nich mówi na inny temat i nie słucha drugiego. Po chwili wiem już, że nie są bliską rodziną, a mimo to oni wciąż tak mówią. Gdyby chociaż to było ciekawe, gdyby te ich opowieści miały jakąś puentę, albo gdyby te historie w jakikolwiek sposób się dopełniały. To mogła być zabawa z widzem, że na początku mówią na zupełnie inne tematy, ale z czasem te wątki przypadkiem zaczynają brzmieć, jakby były powiązane, że oni ciągnąc swoje opowieści jednak odpowiadają sobie nawzajem, a mimo tego że wcale się nie słuchają. Zamiast tego jest nudno i pretensjonalnie. Już chciałem zadać pytanie o matkę, ale przypomniałem sobie płonący odwiert.

Ojciec mówi: sprzedamy drezynę, trochę dołożymy i kupimy Dodgea. To nie jest śmieszne, to nie jest nawet interesujące. Ja jestem przerażony, że absurd w tej opowieści dotyczy wszystkiego. Zaraz się okaże, że Tomek umie latać, ojciec jest kosmitą, a Polak potrafi cofać czas.

Tomek rozczarowany życiem i kuszony światem wielkiej muzyki wybiera się na przejażdżkę drezyną. Paląc papierosa na moście rozmyśla na głos. Podejmuje decyzję, że zaryzykuje i zajmie się muzyką. Fajnie, ale czas na pytania od widzów: Czy on tę decyzję podejmuje teraz, czy już ją podjął? Przecież szukał Rudego przez kilka miesięcy, więc musiał być bardzo zdeterminowany. Co teraz skłoniło go do tej decyzji, pięćsetny odcinek Diso Relaxu, który pewnie ogląda codziennie? Co go ograniczało, hamowało przed podjęciem tej decyzji? Gdyby chociaż ojciec chciał go przysposobić do fachu i kazał mu po wakacjach iść do szkoły dróżników, wtedy byśmy wiedzieli, że dla Tomka to ostatni moment, by walczyć o marzenia. Albo teraz zaryzykuje wszystko, albo przegra życie. Tylko co on ma do ryzykowania? Co on w ogóle robi na co dzień? I czego on naprawdę chce? Sławy, pieniędzy, czy muzyki? Nigdy nie widzieliśmy go śpiewającego, sama muzyka nie jest dla niego wartością. Mógłby przecież śpiewać o swojej miłości i lepszym życiu podróżując samotnie drezyną na tle zachodzącego słońca.

Tomek zdecydowany odmienić swe życie kolejny raz wizytuje pustynne obszary. Tym razem Rudy i jego kumple są pustynnymi cyganami, którzy mówią po polsku. Trudno. Wdziera się do przyczepy, w której Rudy mieszka z babcią i swą charyzmą i gadką ujmuje babcię. Tylko po co? Ona nie była jego przeciwnikiem w dotarciu do Rudego. Nie jest też później jego sojusznikiem, nie wykorzystuje jej w przekonywaniu Rudego. Więc po co to wszystko? Rudy najpierw się opiera, nie chce, ma inne plany, a na końcu po prostu się zgadza. Dlaczego? Co sprawiło, że zmienił zdanie? Co naprawdę go powstrzymywało? Czy te obawy już zniknęły? Rudy mógłby mieć obawę, że Tomek tak naprawdę nie kocha muzyki, tylko jest karierowiczem i potem ta obawa by się spełniła.

Tomek i Rudy śpiewają cyganom pustyni. Pierwszy występ, który w oczach kilkunastu widzów siedzących przed nimi i ośmiuset siedemdziesięciu trzech tysięcy widzów siedzących w kinie ma ich ukonstytuować jako zespół, któremu będziemy kibicować przez cały film. Ale ich występ jest słaby. Tomek wcale fajnie nie śpiewa, Rudy fajnie nie gra, a babcia, która miała to wszystko ocenić, nie demonstruje żadnej pozytywnej reakcji. Pozostali cyganie też nie wpadli w zachwyt, a Rudego i tak to przekonało, by zaufać Tomkowi i poświęcić się karierze w branży disc polo. To po co tę babcię tak bajerowali i kazali jej decydować?

Jacyś ludzie przyjechali nocą z jakimś Niemcem po drezynę, ale zamiast zapłacić Tomkowi, to każą jemu dopłacić. Dlaczego go oszukali? Kim oni w ogóle są? Dlaczego Tomek nie chce wyjaśnić sprawy z Niemcem? Dlaczego to jest w ogóle transakcja wiązana, czy on nie mógł teraz sprzedać drezyny, a potem kupić sprzęt? Nie wiemy tego, ale przynajmniej mamy jakiś konflikt. Co z tego, że z kosmosu, ale jest. Oto napięcie, oto pierwsza przeszkoda na drodze Tomka do sławy. Cięcie, przeszkoda pokonana, Tomek ma sprzęt, który zamówił. Jak to? Dlaczego nie widzieliśmy tego, w jaki sposób pokonał tę przeszkodę? Czy ujął ich swoją przebojową gadką? Czy zaśpiewał im piosenkę o dziewczynie i ich rozczulił (to by było super)? Czy ich pobił? Czy miał te pieniądze z kelnerowania? Czy ukradł te pieniądze ojcu ze skarpety?

Pomysłowy Tomek, po niepowodzeniu w dyskotece, proponuje zorganizować imprezę w remizie. Strażacy zgadzają się na wesele, ale nie zgadzają się na dyskotekę. Dlaczego? Jaka to dla nich różnica? Tak samo mnóstwo pijanej młodzieży. Jak działa ten świat? I właściwie ile czasu mija od tych ustaleń do koncertu, że strażacy wierzą w bajkę o weselu? Pewnie takie imprezy organizuje się kilkanaście dni wcześniej, może nawet kilka tygodni. Jak oni spędzają ten czas? Mając kilka tygodni mogliby przecież umówić kilka takich koncertów w całym powiecie. Poza tym czujny widz (czyli każdy z ośmiuset siedemdziesięciu trzech tysięcy) jest zdziwiony, że ojciec przez tyle czasu nie robi awantury o sprzedaną drezynę.

Grają pierwszy koncert. To przełomowy moment w ich karierze. Dlaczego nie widzieliśmy ich wcześniej, jak wieszali plakaty, namawiali ludzi na ulicach. Ta informacja jest tylko w dialogu. Dlaczego babcia Rudego i cyganie pustyni nie przyszli na koncert im kibicować? Dlaczego Tomek nie zaprosił ojca, żeby mu pokazać, że jednak muzyką osiągnie sukces?

Pomysłowy Tomek ściąga ludzi z innej dyskoteki ściągając tym samym gniew dyskotekowego barona. Bardzo fajny konflikt, którego już nigdy później nie ma. Czyli bardzo niefajny konflikt.

Tomek wraca po koncercie w remizie i akurat wtedy jego ojciec odkrywa brak sprzedanej kilka tygodni wcześniej drezyny. Dlaczego nie odkrył tego wcześniej? Zupełnie jakby czas nie miał w tej opowieści znaczenia.

Tomek ucieka, jedzie na pustynię i przemawia do cyganów. Mówi im czego pragnie i jak będzie wyglądało jego życie. Po co im ta wiedza? Czy to jakoś wpływa na Rudego, który wyrusza z nim? Czy to wpływa na samego Tomka, czy czuje się lepiej po tej przemowie?

Tomek, Rudy i kuzynka wyruszają do lepszego świata. Przyjeżdżają wieczorem do bardzo ciekawego miejsca, które jest połączeniem wesołego miasteczka i dzikozachodniego miasteczka. Ktoś tam chodzi, coś się kłóci, jest jakieś życie. Rudy komentuje: „Zajebiste miejsce”. Rozochocony widz pragnie eksplorować to miejsce razem z bohaterami, pragnie przygód i wydarzeń, ale niestety po komentarzu Rudego scena się kończy, a następnego dnia jadą już gdzieś indziej. Przyjechali do super ciekawego miejsca i nic się nie wydarzyło. Równie dobrze mogliby w ogóle tu nie przyjechać.

Kuzynka przyprowadza ich do porno barona, żeby nagrali u niego demo. On z początku niechętny, w końcu okazuje się chętny, gdy tylko dowiaduje się po co tak naprawdę przyszli. Nie musieli się wcale starać, wystarczyło, że powiedzieli kim są. Więc niepotrzebne są te zachwyty Rudego nad sprzętem barona, bo w żaden sposób nie wpłynęło to na jego decyzję. Niekonsekwentny jest też pomysłowy Tomek, który w zetknięciu z porno biznesem przemienił się w nieśmiałego Tomasza. Niedawno rozwalał dyskoteki, wskakiwał do pociągu, a jak słyszy pierwszą odmowę barona, to nic nie robi, nie podejmuje walki i chce wychodzić. Nagle to kuzynce najbardziej zależy. Dlaczego Tomek odpuszcza?

Bardzo fajna jest sklejka, jak zaczynają nagrywać, po chwili kończą i baron jest na maksa zajarany. Ale byłoby dużo lepiej, jakby przed nagraniem był nieprzekonany. Może po nieudanych podchodach Rudego i kuzynki pomysłowy Tomek powinien powiedzieć: „Baronie, daj nam pięć minut. Jedna piosenka.” Wtedy Baron niechętnie się zgadza, zaczynają nagrywać, cięcie, jest po nagraniu i baron na maksa zajarany.

Jadą autem i nieśmiały Tomasz ma wątpliwości, czy się nadają. Skąd te wątpliwości? Czy nie widział zajarania barona? W każdym razie wątpi w siebie i zespól, ale jak tylko zajeżdżają do wytwórni Polaka, to znów przemienia się w pomysłowego Tomka, który wykazuje inicjatywę i sposobem wdziera się do wytwórni. Skąd się biorą te zmiany? I dlaczego kuzynka nie wdziera się z nimi? Jaką w końcu ona ma rolę w tej opowieści?

W środku pomysłowy Tomek oddaje swoją pomysłowość Rudemu i sam przemienia się w dekorację sceny. Rudy podbiega do Polaka, manipuluje Maćka z Atomica i doprowadza do przesłuchania. Dlaczego nie robi tego Tomek? To on miał pomysł, by wykorzystać informację, że Maciek z Atomica wykorzystał piosenkę Rudego. Dlaczego podczas rozmowy z Polakiem Tomek nic nie mówi, nie zachwala zespołu, nie sprzedaje siebie? To najważniejsza rozmowa w jego życiu, a on milczy.

Polak słucha demo, a za nim czai się dwóch gości z Funny Games. O co chodzi? Co to jest za pomysł, żeby nagle przenosić tu bohaterów z innego filmu? Kim oni są dla ośmiuset siedemdziesięciu tysięcy widzów, którzy nie oglądali Haneke? Ochroniarzami? Synami Polaka? Wspólnikami? To jest tak złe.

Nagle pomysłowy Rudy przemienia się w alergicznego Rudego i po praz pierwszy w tej opowieści kicha. Dlaczego nie robił tego wcześniej? Czy ma alergię na morderców z austriackich filmów? Od jego kichnięcia spada ramka ze ściany (najsilniejsze kichnięcie w dziejach świata), uderza w wiatrak, który się włączą (a dlaczego przestaje grać magnetofon?), wiatrak wieje na domek z karty i go niszczy (a nie mógł po prostu kichnąć w ten domek?). Okazuje się, że układanie domków z kart pod wiatrakiem jest dla Polaka ważniejsze, niż włosy na ręku sygnalizujące odkrycie wielkiego talentu, które sądząc po jego minie podnoszą się bardzo rzadko. Zamiast zarabiać miliony na nowej gwieździe, Polak woli się mścić za zniszczony domek z kart. To jest bez sensu. Jestem totalnie zdystansowany do tej historii.

Polak woła o szable, a Tomek i Rudy uciekają. Tylko wcale nie muszą uciekać, bo nikt ich nie goni. Tomek wesoło biega za Anką po całym budynku i podrywa ją w jej komnacie. Nie widzimy żadnego pościgu, żadnych trudności z opuszczeniem ochranianego budynku. Gdzie jest Polak? Po co były mu te szable?

Tomek podrywa Ankę, oferuje jej wolność, ona mu się żali, koniec sceny. Co wynika z ich spotkania? Jak się skończyło? Czy on się spieszył uciekać, czy Polak ich nakrył, czy ona musiała iść na nagranie? Czy Tomek ma jakiś plan podrywu Anki?

Jak to możliwe, że kuzynka trzyma się z Tomkiem i Rudym co najmniej od kilku dni, uciekła z nimi do miasta, spędza z nimi całe dnie snując plany o lepszym życiu i nie jest świadoma tego, że ich zespół nie ma nazwy?

Rudy załatwił występ w telewizji. Jak to zrobi? Jak namówił Rogera Pogodynka, skąd wziął ciężarówkę, kto kierował tym samochodem, dokąd wywieźli Genedera? Potem tłumaczy tylko, że pokazał Rogerowi teksty Tomka. To jest bez sensu. Czy te teksty tak wzruszyły Rogera, że zorganizował porwanie? Dlaczego później Gender nie robi z tego afery, nie stara się zniszczyć Tomka i Rudego. Przecież wiedzą, kto zajął ich miejsce w Disco Relaxie.

Mściwy Polak widzi w telewizji Tomka i Rudego. Dlaczego włosy na ręku już mu nie stają? W kolejnej scenie, jak szykuje się do mściwej bitwy, to jednak mu stają. Dlaczego nie było tak od razu? Co się zmieniło? Po co to są dwie sceny, a nie jedna? Dlaczego Polak przemienia się z mściciela w łowcę talentów? Czy tym razem włosy stanęły mu mocniej? Co się zmieniło, że już nie ściga ich za zniszczony domek z kart?

Tomek spotyka się z Anką, która wymknęła się do niego, by dać mu radę. Tomek ma prawo sądzić, że Anka się nim interesuje. Jednak mimo tego, zaraz po tym spotkaniu, w jego pokoju ma miejsce orgia, o czym świadczą obrazki z poranka dnia następnego. Czy Tomek tylko śpiewa o romantycznej miłości, a sam jest cynikiem, który wykorzysta każdą kobietę? No właśnie, jaki tak naprawdę jest Tomek?

Do Tomka i Rudego przychodzi Polak i mówi „Pogadamy”. Po czym nie gadają, tylko jadą do biura pogadać. To po co przyszedł?

Tomek i Rudy podpisali kontrakt (a gdzie kuzynka?), śpiewają, odnoszą sukcesy. Jest super, spełnili marzenia. Rudy ma fabrykę krasnali, Tomek romansuje z Anką. Bohaterowie zrealizowali to, o co od początku walczyli. Koniec opowieści, film mógłby się skończyć.

Pomysł na wielki jacht w malutkim jeziorze jest wspaniały. Na tym jachcie podczas imprezy do Tomka przychodzi tajemniczy, potężny mężczyzna. Do samego końca nie mamy pojęcia kim jest, dlaczego robi to, co robi i jakie właściwie ma możliwości. Dlatego na potrzeby tej analizy nazwę go: nikczemny Marian. Tomek otrzymuje do niego zadanie, ma zagrać prywatny koncert. Niechętnie się zgadza, koniec konfliktu. Niby ta sytuacja z nikczemnym Marianem ma pokazywać, że całe to szczęśliwe życie w bogactwie i sławie ma jednak jakiś koszt, ale tak naprawdę nie pokazuje nic. Jeden koncert dla jakiegoś przyjaciela lub mocodawcy Polaka, który otworzył Tomkowi drzwi do świata sukcesu, to nie jest problem. Gdybyśmy wcześniej widzieli, że Tomek nie robi niczego, co mu każą, że nigdy się nikomu nie podporządkuje. Ale nie widzieliśmy.

Tomek buzi się po upojnej nocy z Anką. Kochanka już dawno wybiegła, a on spóźnia się na prywatny koncert. Jest konflikt! Spóźni, się czy nie? Czy nikczemny Marina go zabije? Czy będzie go torturował? Niestety, jak zwykle konflikt rozwiązuje się sam od razu. Nie ma sekwencji o tym, jak Tomek próbuje zdążyć. W jednej scenie się spóźnia, a w kolejnej już ląduje helikopterem w więzieniu.

Zagrał prywatny koncert dla jakiegoś szefa mafii i co z tego wynika? Ma jakieś nowe możliwości? Czegoś się nauczył? Coś odkrył? W coś się wplątał? Nic. Niepotrzebna sekwencja.

Tomek wraca z koncertu i spotyka na swoim jachcie braci Haneke, którzy chcą od niego pieniędzy za ochronę. Kim oni są? Czy Polak o tym wie? Czy to on ich przysłał? A może on też musi im płacić i zabierać na wszystkie imprezy? Skoro są braćmi Haneke, to czemu nie rozwalą Tomkowi kolana kijem golfowym?

Polak przywozi Tomka do miasta, żeby mu się zwierzyć. Dlaczego nie mógł się zwierzyć nad jeziorem? Dlaczego mówi to wszystko Tomkowi, od kiedy oni są takimi super kumplami, że Polak się go radzi? Kim oni są dla siebie? Dlaczego Tomek nie mówi Polakowi, że jego synowie go naszli i mu grozili?

Długo nic się nie działo, ale w końcu jest nowa opowieść: młodzi ludzie sukcesu chcą być ludźmi największego sukcesu. Tomek chce być mistrzem Polski w disco polo. To nie jest ciekawe. Dużo lepsza jest historia chłopaka, który nic nie ma i chce odnieść sukces. Historia chłopaka, który ma wszystko i chce mieć jeszcze więcej w ogóle mnie nie interesuje.

Teledysk na pustyni jest wspaniały. Jest jednak esencją całego filmu: dobre pomysły, które nie składają się w żadną opowieść.

Nagle pomysłowy Tomek przemienia się w aroganckiego Tomka i kłóci się ze wszystkim. Skąd się to bierze? Czy jednak nie udało się z zdobyć list przebojów? Nagrali najlepszy teledysk świata, ale nie wiemy, czy spełnili swoje nowe marzenia. Są pierwsi na listach przebojów, czy nie? Ile czasu minęło od nagrywania teledysku?

Tomek nie zgodził się śpiewać dla Kwaśniewskiego. Bije Polaka, porywa Ankę i ucieka. W pościg najszybszą ciężarówką świata ruszają bracia Haneke. Tomek, mimo że ma najnowszy sportowy samochód, nie potrafi uciec tej ciężarówce, ale pokonuje ją bluzką Anki. Gdy Anka rzuca ją pod koła, ciężarówka chcąc uniknąć kolizji z odzieniem, zjeżdża na pobocze i nie jest w stanie jechać dalej. Radość uciekinierów trwa krótko, bo nie zauważają stojącej przed nimi na pustej drodze drugiej, wielkiej ciężarówki. Szczęśliwie udaje im się wyhamować, ale bracia Haneke porywają Ankę. Tomkowi się upiekło, bo jego nazwiska nie było w tajemniczym kajecie. Mózg rozjebany.

Tomek odkrywa, że Polak podstawił kogoś innego, kto pod szyldem jego zespołu zaśpiewa dla Kawaśniewskiego. Jednocześnie ktoś spalił jego jacht. Na czym polega ta intryga? Ktoś pozoruje jego śmierć, ale jednocześnie promuje koncert z nim? Czy może to groźba, żeby nie próbował przeszkadzać? Jeśli to groźba, to dlaczego bracia Haneke nie rozwalili kolan jego ojcu? Dlaczego nie zadbali, że Tomek jednak nie przeszkadzał, nie porwali go i nie trzymali gdzieś? Czy Polak wierzy, że nikt się nie zorientuje, że zamiast Tomka śpiewa ktoś inny? Czy nikczemny Marian wie o tej mistyfikacji, czy jest manipulowany?

Tomek powraca do rodzinnego domu. Ojciec jest dumny z syna, ale jak Tomek odbiera tę wizytę? Czy jakoś go to zmieniło, czy dostał jakąś ojcowską radę? Czy jego pojednanie z ojcem ma jakiekolwiek znaczenie dla tej opowieści, dla przebiegu Tomka?

Zespół spotyka się na pustyni. Po co? Dlaczego nie w domu u ojca Tomka, albo w Warszawie, gdzie był już Rudy i kuzynka?

Polak na korytarzu ma zwidy, wyobraża sobie Tomka. Czy to znaczy, że ma wyrzuty sumienia? Że się boi jego zemsty? O co chodzi?

Zespół miał wielki plan, że kuzynka pocałuje realizatora, zgasi światło i wtedy Tomek z Rudym uciekną. Tylko nie przewidzieli, że bracia Haneke widzą w ciemnościach. Albo że całując realizatora nie da się wyłączyć wszystkich świateł. Jedno z dwojga. W każdym razie plan się nie powiódł, bracia zobaczyli gdzie uciekają Tomek i Rudy i zaczyna się pościg.

Zakradli się, zaśpiewali, uciekają. Co to za pomysł? Czy ten plan nie zakładał pokonania Polaka i nikczemnego Mariana? W jaki sposób Tomek chce odzyskać swoją pozycję? Przecież za tydzień będzie kolejny koncert i Polak z Marianem znowu kogoś podstawią. Co oni wygrali?

Teraz uwaga, bo to jest najlepsza scena filmu. Trzydzieste piętro Pałacu Kultury zostało wybrane nieprzypadkowo, bo wysokość tej lokacji odzwierciedla wysokość emocji, jakie przeżywa teraz widz. Polak chce zabić Tomka! Ale jak się pojawia nikczemny Marian, który dodatkowo go zachęca, to Polak ma wątpliwości. W końcu widząc wahanie pomagiera, nikczemny Marian dobywa broni i sam zabija Tomka. Ciekawostką wartą odnotowania jest fakt, że to kulminacyjna scena tego filmu, a mimo to bohaterem sceny jest Polak. Tomek, którego perypetie od początku śledziliśmy, nie robi w tej scenie nic, prócz umierania. Jeśli ktoś myśli, że to jest szczyt absurdu i braku sensu, to dopiero czeka go szok. Zadedykuję mu oddzielny akapit.

Oto przed Wami największy, najodważniejszy i najznakomitszy pomysł duetu Bochaniak i Kościukiewicz: Polak cofa czas. Tak! POLAK COFA CZAS!!!! Osiemset siedemdziesiąt trzy tysiące ludzi w tym momencie pomyślało wraz ze mną: „Co to kurwa jest!”. Uważam, że ten pomysł jest skandaliczny i twórcy filmu powinni oddać wszystkim pieniądze. Mówię tu zupełnie szczerze, to jest niebywała nieuczciwość w stosunku do widza.

Pozostając w ogromnym szoku skomentuję jeszcze decyzję Polaka. Czy on oszalał? Dlaczego woli zabić nikczemnego Mariana, pomagiera Kwaśniewskiego i ocalić Tomka? Przed chwilą kipiał złością, a teraz poświęca wszystko, żeby go ratować. Czy on się nie boi braci Haneke? Jeszcze mu nie przeszkadza, że Tomek romansuje z jego dziewczyną, bez słowa akceptuje to, że są razem. Czy to jest przejaw buntu? Może Polak myśli „A co tam, jak mi każą cofać czas, to już mam to gdzieś, będę grał bez sensu, i tak tego filmu nie da się już bardziej popsuć.”

Na koniec napiszę tylko, jak bardzo podobały mi się wszystkie postaci grane przez jednego z autorów scenariusza, Mateusza Kościukiewicza. Wcale nie uważam, że wszystkie przedłużone zbliżenia na niego były pozbawioną sensu nachalną autopromocją, żartem śmieszącym tylko twórców. Tak naprawdę żałuję, że postaci grane przez niego nie miały możliwości cofania czasu. Wtedy każde ujęcie z Kościukiewiczem moglibyśmy oglądać dwa razy.

Morał: Niezależnie od tego, czy robi się opowieść o latach 90, czy sen na ten temat, scenariusz jest potrzebny zawsze, a widzów trzeba szanować. Filmy robi się dla nich, nie dla siebie.


Przeczytaj inne analizy

BODY/CIAŁO

Ta analiza jest zapisem pierwszego w mojej historii poczytnego blogowania na żywo. Czy najbardziej nagradzany polski film 2015 roku wytrzymał próbę mojej scenariuszowej ekierki?

CZYTAJ

HISZPANKA

Jako człowiek, który nic nie zrobił, więc się nie zna, przedstawię swoją niepopularną opinię, z którą na szczęście można się nie zgodzić: nawet mi się podobało.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA