DROGÓWKA

Scenariusz: Wojciech Smarzowski

Reżyseria: Wojciech Smarzowski

Po co taka długa ekspozycja? Przez prawie pół godziny oglądamy film z poczuciem, że nic się nie dzieje. Wielość bohaterów i paradokumentalny sposób opowiadania potęgują wrażenie, że film będzie zbiorem scenek i gagów bez głównego bohatera ze swoją historią. Potem następuje pozytywne zaskoczenie, ale kiedy już zaczynamy śledzić historię Topy, to wchodzimy w nią zmęczeni, zniechęceni, bez entuzjazmu.

Wrażenie epizodyczności filmu, zbioru gagów portretujących życie policjantów, jest wywołane głównie przez sekwencję wyjazdu do Częstochowy. Oczywiście miło popatrzyć jak piją, ruchają i rzygają, ale nic z tej sekwencji nie wynika dla późniejszej historii Topy. To że potrafi wstawić się za kolegę? Nie jest to potrzebne, Jakubik mógłby potem po prostu powiedzieć coś w stylu "Dwa lata temu uratowałeś mi dupę w Częstochowie" i byśmy to kupili. Czy ta sekwencja portretuje środowisko i ludzi? Pewnie tak, mam jednak poczucie, że w momencie, gdy wsiadają do autobusu po nocy w burdelach, znam tych ludzi i to środowisko dość dobrze. Wreszcie wyjazd do Częstochowy jest pierwszą "akcją", zbiórka, szukanie kolegi, wyjazd, jakaś misja. Jest to mniej więcej po 10-15 minutach filmu, gdzie widzowie nawet jeśli nie są świadomi, to czują, że to jest moment, kiedy opowieść nabiera rozpędu, kiedy zaczyna się właściwa akcja filmu (unikam słowa punkt zwrotny, ale to o niego chodzi). Niestety bohaterowie jadą na misję, której nie ma. Nic się nie dzieje. Wracają. Mija pół godziny filmu i nic się nie wydarzyło.

Czy Braciak jest potrzebną postacią? Jedyne, co wnosi do historii Topy, to że woła mu lekarkę. Tę lekarkę mógłby zawołać ktoś inny: Lubos, Jakubik albo nawet Kijowska. Rozumiem założenie, że ma być ich siedmiu, bo jest siedem grzechów, ale to założenie zupełnie się nie czyta. Oczywiście kiedy wiadomo, że ono jest, da się to powiązać, ale w trakcie filmu, kiedy zajęci jesteśmy rozpoznawaniem bohaterów, szukaniem konwencji, która się zmienia po 30 minutach, wreszcie rozszyfrowywaniem wątku kryminalnego, to nie wierzę, że ktokolwiek ich chociaż policzy, a już na pewno nie zastanowi się nad różnorodnością ich grzechów.

Przez wydłużoną ekspozycję mam kłopot z wejściem w historię Topy. Przez całe jego przesłuchanie mam poczucie, że film jest o tym, że wreszcie skończy się ta zabawa i on pójdzie siedzieć. Ani przez chwilę w trakcie przesłuchania nie mam poczucia, że jest niewinny, bo został sportretowany jako taki sam zepsuty policjant jak inni (nawet mimo pomocy koledze w Częstochowie). Na przesłuchaniu myślę, że jest zły i należy mu się. Nawet jak ucieka, to mam nadzieję, że go szybko złapią. Ale jak zaczyna śledztwo w mieszkaniach, to uświadamiam sobie, że chyba jest niewinny i że o tym właśnie będzie ten film. O niesłusznie oskarżonym policjancie, który musi oczyścić się z zarzutów. Uświadamiam sobie to dopiero w połowie filmu. To duży kłopot.

Dziwi mnie końcówka, w której prostytutka zgadza się nagrywać rozmowy. Rozumiem, że nagrywa je długopisem. Wszystkie prostytutki na filmie są gołe, zakładam że ona też filmując była goła. Czy nikogo nie dziwi goła prostytutka na imprezie, która chodzi wszędzie z długopisem? A może odłożyła gdzieś ten długopis? Czy w takim razie montuje potem to nagranie i wycina fragmenty gdzie ona sama robi laskę złym politykom? Czy nie ma obaw, że koledzy jej dziecka zobaczą potem w internecie film z nią jako prostytutką? To, co robi ta kobieta, jest lekkomyślne i nielogiczne.

Scena w której jeden koleś mówi, że coś kosztuje milion i jak żyć, a drugiemu dziewczyna robi laskę, jest groteskowa. To jest kulminacja wątku kryminalnego, a ja zaczynam się śmiać. Zabrakło tylko robienia kupy i podcierania się polską flagą.

Kim jest postać, którą gra Bluszcz? Z napisów końcowych wynika, że to adwokat, ale nie wynika to z filmu. Nagle jakiś koleś, jeden ze złych, daje mu auto i pieniądze. Nie wiemy kto to. W tym momencie przestają obowiązywać reguły, wszystko się może zdarzyć. Może się pojawić dowolna postać znikąd i zrobić dowolną rzecz.

Dziędziel przed szpitalem mówi, że jest tylko jedna wersja wydarzeń. Ale my jako widzowie wiemy, że jest jeszcze inna, prawdziwa. I niestety ja nie potrafię jej sobie odtworzyć. Czemu naprawdę zabili Dorocińskiego? Wygląda na to, że on wymyślił całą tę intrygę z autostradą. A nawet jeśli nie, to co takiego zrobił, że zginął? Czy tak jak ktoś mówi, zrobił to Wabich, bo Dorociński na niego doniósł? Jeśli tak, to czy sprawa Wabicha jest niezwiązana z całym przekrętem autostradowym, a bohater rozwiązuje nie tę sprawę, którą powinien? Jak Wabichowi udało się tak nagle i tak dobrze wrobić Topę? Czy miał szczęście, czy wiedział że jego żona zdradza go z Dorocińskim? I czy wiedział, że Topa wie o zdradzie? Nie potrafię streścić tej intrygi, nie wiem który zły bohater co kazał zrobić i czemu.

Na koniec o formie. Bardzo atrakcyjna, ale nie służy kryminalnej historii. To jest zbyt szybkie, zbyt rwane. Dobre na wątki, gdzie idziemy za emocjami bohatera, a nie w sytuacji, gdzie musimy śledzić skomplikowaną intrygę i lepić ja ze strzępów informacji. Ta forma tworzy dystans do historii, widz nie ma czasu pomyśleć, więc przestaje myśleć. Po prostu ogląda czekając na rozwój wypadków, nie przejmuje się historią, nie ocenia wyborów bohatera. Jest z boku, a nie w środku.

Na koniec słowo o imponującej obsadzie. Wszyscy ci wspaniali aktorzy w drugim i trzecim planie bardzo przeszkadzają. Odrealniają całą historię, uteatralniają film, przez co emocjonalnie dystansujemy się do historii i bohatera.


Przeczytaj inne analizy

DZIEWCZYNA Z SZAFY

O czym to jest, kto jest bohaterem i po co ta dziewczyna jest z szafy?

CZYTAJ

WSZYSTKO

To pierwszy polski film finansowany przez internautów. To film, o którym wielokrotnie mówiło się w Wiadomościach, Teleexpressie, Panoramie, Dzień Dobry TVN. I niestety to film z bardzo słabym scenariuszem.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA