LISTY DO M. 2

Scenariusz: Marcin Baczyński, Mariusz Kuczewski

Reżyseria: Maciej Dejczer

Twórcy tego filmu mieli trzy lata i dowolną ilość milionów na stworzenie tego scenariusza. Mogli zrobić najlepszy polski film, ale pomyśleli sobie tak: „Po co mamy robić dobry film i się męczyć, jak możemy zrobić pseudofabularną papkę, a i tak zobaczą to 3 miliony ludzi?”

Drugi film z tytułem „Listy do M.” i drugi raz nikt nie pisze listów do M. Poza Melem (złym Mikołajem) nie ma nawet odwołań do Mikołaja jako instytucji, która może spełniać marzenia. Większość bohaterów nie ma nawet oczekiwań, że święta to czas spełniania marzeń. Jest oczywiście temat rodziny, znajdowania siebie nawzajem, dawania szansy, ale nie ma tego, co zapowiada nam tytuł. Nie ma marzeń, które właśnie w święta miałyby się spełnić.

Równolegle jest prowadzonych kilka wątków. Nie mam jednak poczucia, że one nawzajem na siebie grają. Oczywiście ich bohaterowie czasem się ze sobą zderzają, ale na poziomie całej opowieści nie widzę klucza, który tłumaczyłby taki właśnie dobór bohaterów i ich problemów. Wszystko kulminuje w wigilijny wieczór, ale w przebiegu opowiadania skakanie z wątku na wątek jest podyktowanem przypadkiem, ewentualnie chęcią utrzymania tempa i uwagi widza na danym wątku, a nie wynika z historii i pomysłu na jej opowiedzenie.

Nie widzę też czegoś, co można by nazwać pomysłem na film. Dostrzegam pomysł na serię, ale jaki jest pomysł na ten konkretny film „Listy do M. 2”? Co takiego wydarzyło się w życiu tych ludzi, że właśnie teraz zwracamy na nich uwagę widza? Jak zmienił się ich świat, ich podejście do świąt, problemy z jakimi się mierzą? Co konkretnie ma wynikać z tego filmu, co nie wynikało z pierwszego? Co twórcy chcieli pokazać, czego nie pokazali w pierwszej części?

WĄTEK 1

Intryga:
Redo (muzyk) planuje ślub z bogatą Moniką, ale tak naprawdę kocha Magdę (pasterkę owcy), którą teraz przypadkowo spotyka.

Pytanie wątku:
Czy Redo pójdzie za głosem serca, rozstanie się z Moniką i zawalczy o miłość Magdy?

Temat wątku:
Udawana miłość, strach przed pójściem za głosem serca, brak komunikacji.

Problemy:

Redo i Magda wcześniej spotkali się tylko raz i coś do siebie poczuli. Jak oboje przez ten czas planowali walczyć o tę miłość? Co by się wydarzyło, gdyby się nie spotkali przypadkiem w te święta? Czy ona by o nim zapomniała? Czy on ożeniłby się z kobietą, której nie kocha? Dlaczego się nie szukali? Czy naprawdę się kochają, skoro przez miesiące nie robili nic, żeby się znaleźć? On jest sławnym muzykiem koncertujących w galeriach handlowych, na pewno mogła go namierzyć.

Jak długo Redo i Monika są ze sobą, skoro już myślą o ślubie? Dlaczego w ogóle o tym myślą, skoro Redo kocha inną kobietę? Czy Redo był już z Moniką, kiedy poznał i pokochał Magdę? Dlaczego Redo okłamuje Monikę i pozwala jej na marzenia o ślubie i wspólnej przyszłości? Dlaczego jest takim okrutnym egoistą? Co ich trzyma razem?

Jak to możliwe, że Monika tak długo nie widzi tego, że Redo jej nie kocha? Dlaczego nie reaguje, kiedy Redo tak ostentacyjnie ją ignoruje i jest niezadowolony ze wspólnych świąt? Czy to już standard w ich związku i oboje wiedzą, że wszystko się sypie? Czy ona naiwnie myśli, że go zagłaszcze i siłą przywiąże do siebie na kolejne lata? Czy ona nie pragnie prawdziwej miłości?

Dlaczego Monika nagle doprowadza do końca związku? Co się wydarzyło, oprócz spojrzenia w lustro, że z naiwnej i ślepej dziewczyny przemieniła się w kobietę, która potrafi o siebie walczyć i podejmować trudne decyzje?

Dlaczego to ona kończy ten związek, a nie Redo, nasz bohater, mały oszust? Pewnie gdyby nie nagła dojrzałość Moniki, to dalej by ją oszukiwał i nie szukałby prawdziwej miłości, tchórz jeden.

Rozstali się i teoretycznie nie powinno już być problemów, by Redo i Magda się zeszli, więc autorzy przygotowali nam wydumany problem. Redo myśli, że Magda to dziewczyna Wladiego. Z jednej strony tak myśli, ale to i tak nie przeszkadza mu jej szukać. Przekonanie, że Magda kogoś ma, w żaden sposób nie ogranicza go w działaniu, nie stanowi dla niego przeszkody do pokonania. Z drugiej strony to przekonanie znika przy pierwszym sprawdzeniu. Okazuje się, że Wladi szczęśliwie jest gejem. Naiwny Redo nie bierze pod uwagę, że Wladi gra na dwa fronty. Nawet partner Wladiego nie bierze tego pod uwagę, co mogłoby być ciekawym konfliktem. A tak nie ma konfliktu, jest nieśmieszny skecz najgorszego sortu, przykład scenariuszowego populizmu.

Gdy jedyna wydumana przeszkoda znika, Redo jedzie do ukochanej, gra na trąbce, ona wychodzi i się kochają. Szczęśliwe zakończenie? Nie, bo pytanie wątku było: Czy Redo pójdzie za głosem serca i rozstanie się z Moniką? Nie zrobił tego. Został porzucony przez Monikę. Nie dokonał żadnego wyboru, niczego się nie nauczył, niczym nie zaryzykował, o nic nie musiał walczyć.

WĄTEK 2

Intryga:
Mikołaj (radiowiec) boi się oświadczyć Doris, którą kocha, ale namawia go do tego jego syn Kostek.

Pytanie wątku:
Czy Mikołaj znajdzie w sobie siłę, by oświadczyć się ukochanej kobiecie?

Temat wątku:
Niedojrzałość do poważnego związku, prokrastynacja matrymonialna, brak komunikacji.

Problemy:

Czy Mikołaj w ogóle przez te lata rozmawiał z Doris? Mam wrażenie, że to obcy ludzie, którzy patrzą na siebie z sympatią, ale mówią innymi językami i nic o sobie nie wiedzą. Ich miłość jest deklarowana przez Mikołaja, ale nie ma jej na ekranie. Doris to dla niego obca osoba, on nie wie, czego ona chce, nie potrafi też dojrzeć do deklaracji wspólnej przyszłości. Dużo większa chemia jest między nią, a jego synem, Kostkiem. To oni powinni się pokochać w tym odcinku.

Mikołaj jest matrymonialnym prokrastynantem. Od roku ma pierścionek dla ukochanej kobiety, nie ma powodu wątpić, że ona chce spędzić z nim życie. Jego rozterki też nie dotyczą tego, czy to właściwa kobieta, ale tego, w jaki sposób się oświadczyć. Od roku, nie zważając na emocje i oczekiwania swojej ukochanej, nie oświadcza się, bo szuka właściwego sposobu. Przecież to jest przejaw niedojrzałości i strachu. Ona, wiedząc, że on ma od roku pierścionek dla niej, powinna się bardzo martwić. Coś między nimi jest nie tak. Nie jest to nazwane, ale może tak naprawdę on nie chce spędzić z nią życia?

Co to za pomysł z tym wazonem? Czy on naprawdę nie wie, czego ona chce? Jeśli z nią nie rozmawia, to przecież dowiedziałby się od syna. Nawet jakby najbardziej chciała pierścionek, to przecież między pierścionkiem i wazonem jest wiele innych rzeczy, o których można marzyć, albo którymi można komuś zrobić przyjemność, na przykład weekend w spa, albo nowe palto na zimę, albo wspólna wycieczka w góry.

W końcu Mikołaj się oświadcza. Szczęśliwe zakończenie? Nie, bo pytanie wątku było: Czy Mikołaj znajdzie w sobie siłę, by się oświadczyć ukochanej kobiecie? Nie znalazł, zrobił to za niego jego syn Kostek, który dokonał takiej manipulacji, że tata nie miał wyjścia. Więc oświadczyny są nieszczere, wymuszone, pewnie ten związek nie dotrwa do trzeciej części.

WĄTEK 3

Intryga:
Mel (zły Mikołaj) chce odbudować relację ze swoim synem, ale syn nie wierzy mu, że jest jego ojcem.

Pytanie wątku:
Czy Mel przekona syna, że by go zaakceptował jako ojca?

Temat wątku:
Brak poczucia odpowiedzialności za dziecko, traktowanie dziecka przedmiotowo, brak komunikacji.

Problemy:

Gdzie Mel był przez ostatnie 4 lata? Dlaczego nie widywał się z synem? Czy nie chciał, czy nie mógł? Przecież znał adres, bo po adresie klienta poznał, że to ojczym jego syna. Dlaczego przez 4 lata niszczył życie swojego syna porzucając go każdego dnia i nagle postanowił zostać tatusiem?

Po co Mel związuje ojczyma, skoro w żaden sposób nie ułatwia mu to kontaktu z synem? I tak musi przekonać jego matkę, żeby pozwoliła mu się nim zaopiekować. Dlaczego nie mógł przekonać również ojczyma? To by było dużo ciekawsze, gdyby musiał też innemu mężczyźnie udowodnić, że nadaje się na ojca.

Dlaczego matka nie jest superwściekła na Mela, że po czterech latach się pojawia i chce być ojcem? Dlaczego pozwala mu spędzić dzień z synem? Co jest między nimi? Czy ona go lubi, czy nienawidzi? Tęskni do niego, czy traktuje go jako niegroźnego głupka?

Ojczym spędził cały dzień w niewoli, ale nie wzywa policji, nie ma nawet pretensji do Mela. Dlaczego nie chce, żeby Mel poniósł konsekwencje? Czy dobrze mu było w niewoli?

Wladi, szef Mela, wie, że Mel jest skandalicznym pracownikiem, który wiąże klientów na zapleczu i okrada matki niepełnosprawnych dzieci. Dlaczego to toleruje? Dlaczego go nie zwolni, nie zawiadomi policji? Czy jest zakochany w Melu?

Przez cztery lata, w tym trzy wigilie, Mel żył sobie wesoło ignorując swojego syna. Nagle po jednym dniu tak go pokochał, że wchodzi na drzewo, żeby tylko zobaczyć jego świąteczny uśmiech. Dlaczego nie wchodził na drzewo przez ostatnie trzy lata?

W końcu syn uznaje Mela za ojca. Szczęśliwe zakończenie? Nie, bo pytanie wątku było: Czy Mel przekona syna, żeby go zaakceptował jako ojca? Nie przekonał, syn do samego końca nie wierzył, że Mel to jego ojciec. Uwierzył dopiero, jak powiedziała mu matka. Oczywiście wspólnie spędzony dzień na pewno wpłynął na przywiązanie chłopca do Mela, ale nie jest to przebieg od „nienawidzę mojego ojca, który mnie porzucił” do „kocham ojca, nieważne jaki jest”. Syn od początku kocha ojca i tęskni za nim, Mel nie musi o nic walczyć i nic nie wygrywa. Nawet sam siebie nie musi przekonywać, że chce być ojcem, bo nie jest to przebieg od „muszę się zająć niechcianym bachorem” do „to mój kochany synek”. W tym wątku tak naprawdę nie dzieje się nic, na poziomie postaci nie ma żadnego przebiegu.

WĄTEK 4

Intryga:
Małgorzata jest śmiertelnie chora i Tosia zbiera dla niej pieniądze w telewizji, ale Małgorzata woli umrzeć, niż poddać się eksperymentalnemu leczeniu.

Pytanie wątku:
Czy Małgorzata się opamięta i powalczy o swoje życie, skoro wszyscy wkoło niej tak mocno walczą?

Temat wątku:
Egoizm, strach przed walką, opuszczanie rodziny, brak komunikacji.

Problemy:

Od kiedy Małgorzata chce umrzeć? Czy od dawna to planuje, czy to świąteczna, spontaniczna decyzja? Dlaczego nie powiedziała o tym Tosi, zanim Tosia poszła do Dzień Dobry TVN i prosiła miliony Polaków o wsparcie dla jej mamy? Czy ona kocha swoją córkę? Czy nie przeszkadza jej to, że cały wysiłek Tosi pójdzie na marne? Czy nie przeszkadza jej to, że ośmieszy swoje dziecko? Że Tosia będzie się wychować bez matki? Dlaczego Małgorzata jest taką egoistką? Dlaczego nie próbuje absolutnie wszystkiego, żeby żyć? Dlaczego nie walczy, by być ze swoją rodziną?

Czy Tosia i Małgorzata w ogóle rozmawiają? Jak to możliwe, że Tosia nie wie, albo chociaż nie wyczuwa, że mama nie chce tego eksperymentalnego leczenia, że jest zmęczona?

Dlaczego Wojciech (mąż) wesoło bawi się nartami, a nie mówi oczywistych rzeczy typu: potrzebujemy cię, będziemy cię wspierać, Tosia potrzebuje matki, wygramy tę walkę razem? Jeśli sam nie potrafi znaleźć takich słów, to dlaczego w momencie gdy Małgorzata opuszcza szpital nie woła na pomoc całej rodziny? Dlaczego rodzina odpuszcza? Mają mnóstwo pieniędzy, mają środki, z braku których inne matki z tego szpitala umierają, a w ogóle nie są zdeterminowani, żeby uratować bliską osobę od śmierci.

Dlaczego ci ludzie zachowują się, jakby nie istniał zawód psychologa? Przecież Małgorzata ma depresję, jest zrezygnowana, nie widzi dla siebie perspektyw, nie ma siły walczyć. Są na to procedury, są ludzie doświadczeni w radzeniu sobie z takimi problemami. Dlaczego ta rodzina o tym nie wie?

Wszyscy sobie miło porozmawiali i zaakceptowali fakt, że mama nie chce być już być częścią tej rodziny i w ogóle tego świata. Szczęśliwe zakończenie? Nie, bo pytanie wątku było: Czy Małgorzata się opamięta i powalczy o swoje życie, skoro wszyscy wkoło niej tak mocno walczą? Na pewno tematem wątku nie było to, czy się wszyscy pożegnają i zaakceptują odejście Małgorzaty. Dlaczego? Bo Małgorzata wciąż ma szansę, na którą ciężko zapracowała jej córka. Bo widzowie wiedzą, że ona głupio robi poddając się i mają nadzieję, że rodzina i święta dadzą jej siłę, że ona odżyje. Ale dzieje się coś dokładnie przeciwnego. Wszyscy przestają walczyć. Najsmutniejszy wątek.

WĄTEK 5

Intryga:
Karina i Szczepan rozstali się, ale przypadkowo zakochali się w sobie na portalu randkowym udając innych ludzi.

Pytanie wątku:
Czy Karina i Szczepan dadzą sobie jeszcze jedną szansę?

Temat wątku:
Akceptowanie swoich niedoskonałości, wybaczanie sobie.

Problemy:

Podoba mi się ten wątek. Jest zabawny, ciekawy, całkiem dobrze prowadzony, choć na poziomie scen dosłowny i przesadnie rozciągnięty.

Szczepan pierwszy rozumie, że wciąż kocha Karinę. To dobrze, ale zbyt łatwo mu to przychodzi. Po pierwszym rozczarowaniu wsiada do samochodu i po chwili rozmyślania już postanawia, że będzie o nią walczyć. Co go do tego skłoniło? Mógłby chociaż podjąć decyzję patrząc na Karinę, np. jak się opiekuje ich córką. Albo siedząc w samochodzie wyjąć zdjęcie sprzed lat, na którym cała rodzina jest szczęśliwa.

Wątek wypełnia działanie Szczepana, który ma przekonać Karinę. Ona dodatkowo jest inspirowana tym, co mówią nieświadome niczego dzieci. To dobrze, ale jednak zbyt łatwo jej to przychodzi. W kulminacji ona po prostu ulega Szczepanowi. W jakim momencie coś w niej pękło i dlaczego właściwie pękło? Co ona takiego odkryła, co sprawiło, że zmieniła zdanie? Mogłaby zrobić dokładnie to samo co on, czyli przypadkiem spojrzeć na jakieś stare zdjęcie szczęśliwej rodziny. Wtedy, motywowana magią świąt, zrozumiałaby, że być może właśnie coś traci i wybiegłaby z domu zostawiając dzieci. Biegłaby przez miasto do mężczyzny życia, a gdy wreszcie on otworzyłby jej drzwi, to zrobiłaby mu awanturę, że o nią nie walczył, że pozwolił im na rozstanie, mimo że są sobie przeznaczeni. I z tej awantury trafiliby do łóżka.

W końcu jednak i tak trafiają do łóżka, a potem spędzają święta całą rodziną. Szczęśliwe zakończenie? Tak! Jedna szósta wątków w tym filmie kończy się szczęśliwie.

WĄTEK 6

Intryga:
Rodzice mają jakiś problem z dojrzewającym synem.

Pytanie wątku:
Czy odkryją, jaki to problem i czy go rozwiążą?

Temat wątku:
Egoizm, strach przed walką, opuszczanie rodziny, brak komunikacji.

Problemy:

Co to za rodzina, w której dorastający syn chce się zabić? Czy ci rodzice go kochają? Czy z nim rozmawiają? Czy wiedzą cokolwiek o jego podejściu do życia, jego planach i obawach? Czy cała ich relacja ogranicza się do przekonania „jest ciężko, bo dojrzewa i jest chory”? Czy to jest normalna rodzina, czy patologiczna? Czy jest tu miejsca na jakąś miłość, szczerość, odpowiedzialność?

Nudy, nudy, nagle wielkie zaskoczenie: chłopak jest niepełnosprawny. No to się wzruszyłem. Kolejny przykład populizmu scenariuszowego.

Nie tylko jest na wózku, ale do tego chce się zabić w święta. Wzruszyłem się podwójnie. Następny egoista, który nie liczy się z nikim.

Młodszy brat domyśla się, że starszy chce się zabić, ale nic nie mówi. Jak ci rodzice wychowują te dzieci? Dlaczego młodszy nie mówi o tym od razu, jak tylko zaczyna się domyślać? Przecież bracia są blisko, młodszy musi coś wiedzieć, albo przeczuwać. Dlaczego nie walczy o starszego brata? Czy nie wierzy, że rodzice mogą jakoś pomóc? Czy nie ma poczucia, że rodzice ich obu kochają, że zależy im na nich? Może to rodzice tak skatowali starszego brata, że musi jeździć na wózku?

Rodzice wiedzą, że syn chce się zabić i stoją na ulicy łapiąc taksówkę. Czy to są idioci? Czy oni nie kochają tego syna? Przecież ten ojciec powinien tam biec ile sił, powinien zatrzymywać samochody, błagać albo grozić kierowcom, żeby go zawieźli do domu. Powinien dzwonić do sąsiadów, na policję i pogotowie, żeby ratowali jego syna. Dlaczego on nie robi rzeczy oczywistych? Może w głębi duszy liczy, że jego humorzasty synalek jednak ze sobą skończy?

Przyjeżdżają i następuje seria nieoczekiwanych zdarzeń. Nie dość, że chłopak chce się otruć, to jeszcze bierze narkotyki. Ale ponieważ narkotyki szkodzą i zabijają, to wybucha pożar. Nie dość, że wybucha pożar, to jeszcze przypadkiem akurat wtedy pojawia się tam Mel, który ratuje chłopaka. Nie sąsiedzi, nie strażacy, tylko Mel dociera tam najszybciej. Nie dość, że Mel ratuje go z pożaru, to jeszcze robi to na tyle szybko, że lekarze mają czas go odtruć. Nie dość, że dzieje się to wszystko, to jeszcze rodzina przybywa taksówką akurat, żeby zdążyć na końcówkę serii tych wydarzeń.

Mel ratuje dziecko z pożaru. Robi coś heroicznego i niebezpiecznego, ale niestety tego nie widzimy. Jesteśmy pozbawieni wszystkich tych emocji: czy zdąży, czy sam zginie, czy sobie poradzi? Czy wkroczenie w płomienie coś go kosztowało? Czy czymś ryzykował? Czy myślał o swoim dziecku? Czy jakoś go to zmieniło? Czy będzie teraz lepszym ojcem dla swojego syna? To pewnie jedno z najważniejszych wydarzeń w jego życiu, ale wcale nie ma wpływu na jego życie. Szkoda, bo jest tu wielki, niewykorzystany potencjał.

Biedna rodzina nie miała na leczenie syna, ale jak pali im się cały dom, to ich to nie wzrusza. Nie złoszczą się, nie załamują, nie widać, że będą mieli w związku z tym jakiekolwiek problemy.

Jak ta samobójcza próba wpłynęła na tę rodzinę? Czy syn jutro znów spróbuje się zabić? Czy rodzice zobaczą, że on ma jakiś problem i zaczną z nim rozmawiać? Czy oni w obliczu tej tragedii otworzą się na siebie, staną się kochającą rodziną, w której ludzie ze sobą rozmawiają o swoich problemach? Chciałbym, żeby tak było, ale nie wiem tego.

Tosia pogodziła się z tym, że jej mama woli umrzeć, niż z nią być, więc oddaje pieniądze chłopakowi ze spalonego domu. Tylko przecież to nie są jej prywatne pieniądze. Została zawarta jakaś umowa społeczna, one zostały wpłacone na konkretny cel, prawdopodobnie na konto fundacji. Pewnie takie przekazanie ostatecznie jest możliwe, ale śledząc zakończenie tego wątku, zamiast myśleć o lepszym życiu, które czeka na chłopaka, myślę sobie „zaraz, zaraz, czy ci wszyscy niedoszli zbawiciele egoistycznej Małgorzaty nie mają nic przeciwko?”

Szczęśliwe zakończenie? Nie wiadomo. Ten wątek przez długi czas jest o niczym, a potem jest strywializowany i opowiedziany szybko w kilku scenach. Nie wiemy nawet jakie było źródło problemu tej rodziny, więc nie wiemy, czy został rozwiązany.

PODSUMOWANIE:

Sześć dysfunkcyjnych rodzin, w których nie ma komunikacji. Ludzie albo dosłownie są dla siebie obcy (Mel i syn), albo zachowują się, jakby nic o sobie nie wiedzieli, nie znali swoich potrzeb i pragnień (Redo i Monika, Mikołaj i Doris, Małgorzata i Tosia, rodzice i nastolatek). Większość łez wylanych w te święta, to nie łzy wzruszenia, tylko smutku i bezradności (Monika, Tosia, rodzice nastolatka). Jedna trzecia bohaterów woli umrzeć, niż mieć takie święta i takie rodziny (Małgorzata, nastolatek). W pięciu na sześć historii bohaterowie niczego się nie nauczyli, niczego nie zrozumieli, nie są lepsi, niż byli na początku. Zatem jest to masakryczny portret polskiej rodziny, zapatrzonych w siebie konsumentów, z których każdy znajdzie czas, by wstąpić do Arkadii, ale większości nie przyjdzie do głowy, żeby objąć bliską osobę i szczerze z nią porozmawiać.

Największym świątecznym prezentem dla tych rodzin byłaby wizyta w poradnii psychologicznej w Arkadii. Najlepiej w wersji na bogato, żeby bohaterowie „Listów do M. 3” czuli, że modne jest nie tylko kupowanie zegarków i pierścionków, ale również rozwiązywanie swoich problemów. Taką poradnię mógłby założyć Wladi, jedyna w tym filmie szczęśliwie zakochana postać i pozbawiona problemów rodzinnych. Posyłałby do domów klientów Mikołajów-psychologów, którzy siadaliby przy stole z rodzinami i zachęcali ich do komunikowania swoich potrzeb, marzeń i lęków. Oczywiście jednym z tych Mikołajów byłby nasz niesforny Mel, który mimo szkolenia psychologicznego, jakie by odbył między drugą i trzecią częścią, wciąż byłby najbardziej zainteresowany przespaniem się z każdą kobietą, do której domu trafił. W końcu jednak, dzięki swojej szczerości i chęci pomocy ludziom, jak prawdziwy Mikołaj, podarowałby wszystkim najcenniejszy prezent: szczęście rodzinne. Byłoby śmiesznie, wzruszająco i mądrze. Może nawet większość wątków miałaby szczęśliwe zakończenie. Drodzy producenci trójki, mój mejl jest w kolumnie po prawej stronie.


Przeczytaj inne analizy

CZERWONY PAJĄK

Zafascynowany śmiercią Karol zabija widza poprzez zanudzenie go na śmierć.

CZYTAJ

11 MINUT

Polski kandydat do Oscara to film pozbawiony bohaterów i treści. Opowieść, z której nic nie wynika. To dzieło skrajnie puste.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA