SERCE, SERDUSZKO

Scenariusz: Jan Jakub Kolski

Reżyseria: Jan Jakub Kolski

Jaki to film, w którym nie ma logiki, napięcia i konfliktu, ale jest rezolutna dziewczynka i wesoła przygoda? To film dla dzieci.

Cała historia późno startuje. Zanim Kordula, Maszeńka i ojciec wyruszą w podróż mamy długą ekspozycję każdego z bohaterów. Według mnie zbyt długą. Przez dwadzieścia minut nic się nie dzieje. Niby Maszeńka uciekła, niby Kordula ją znalazła, niby poszły po ojca i wróciły, ale nie ma w tym żadnego napięcia. Jest nudno.

W końcu jadą w podróż. Fajnie. Tylko jakie jest główne pytanie filmu? Jak rozumiem takie, czy ona się dostanie do tej szkoły baletowej. Oczywiście życzę jej jak najlepiej, tylko to mnie w ogóle nie obchodzi. Nie jest tak, jak w „Małej Miss”, że dziewczynka jest gruba i od początku widzowie wiedzą, że nic z tego nie będzie. Nie jest tak, jak w „Billy Elliot”, że chłopak ma przeciwko sobie cały świat. Maszeńka jest inteligentna, dużo rozumie, umie tańczyć na tyle, że uczy nawet kucharki. Widzę, że jest wyróżniającą się dziewczynką. Pewnie się dostanie. Nie ma konfliktu, nie ma filmu.

Może w takim razie pytanie filmu jest inne. Nie „Czy się dostanie?”, ale „Czy dojedzie?”. Tu mogłoby być napięcie, tylko nie ma co go budować. Powodów jest kilka:
- Przejechanie kilkuset kilometrów z osobą dorosłą to nie jest żaden problem. Można to skutecznie i anonimowo zrobić w jeden lub dwa dni, nawet nie mając pieniędzy.
- Ojciec, który je goni, nie robi tego ponieważ chce je zatrzymać. Nie jest przeszkodą Maszeńki w dotarciu do celu. Bardzo szybko zaczyna się o nią martwić, chce się zmienić, chce jej pomóc.
- Policjant, który je goni, jest jakąś malutką przeszkodą, ale jak się okazuje zupełnie niegroźną. Wątek policyjny zasługuje na oddzielny akapit.
- Wszystkie przeszkody, jakie napotykają, są przypadkowe, intencjonalne, a co najgorsze przewidywalne. Nawet jak pani weterynarz mówi, że teraz to już pojadą, to my jako doświadczeni widzowie wiemy, że zaraz zadziała kosmiczna siła scenarzysty i nie pojadą. Nie ma w tym zaskoczenia.

Policjant. To jest absurd, a nie postać. Brud montażowy. Powodów jest kilka:
- Niby zagrożenie, niby buduje napięcie, a nic o nim nie wiemy. Jest anonimowym kierowcą auta, a nie postacią podejmującą jakiekolwiek decyzje, zdeterminowaną do osiągnięcia celu. Jak pokazują bardzo wesołe animacje jest on nawet nieudacznikiem i pierdołą jakich mało. Kręci się w kółko, nic nie widzi, nie rozgląda się. Nawet przez chwilę nie mamy poczucia, że stanowi dla dziewczyn realne zagrożenie. Raczej one stanowią dla niego zagrożenie bycia ośmieszonym.
- Dlaczego on jest sam? Zniknęło dziecko, jest domniemanie porwania i w pościg rusza jeden starszy pan. Jeżeli on już jakimś cudem trafił do tego Kazimierza i szuka ich na rynku, to przecież tam powinna być z nim cała kazimierska policja.
- Jak on trafił do Kazimierza? Skąd mógł wiedzieć, że one tam są, jeśli nie było żadnego śladu, że tam jadą? Nikogo nie przesłuchał, nie znalazł żadnej wskazówki. Nagle po 300 kilometrach pojawił się akurat tam, gdzie one.
- Dlaczego nagle znika? Dojechał na szóstym zmyśle aż do połowy Polski, to czemu nie pojechał dalej? Dlaczego to niby zagrożenie nagle znika z tej opowieści? Dlaczego policjant nie ściga ich do samego końca?

Dlaczego Maszeńka, jadąc na egzamin z tańca, przez pół filmu nie tańczy? Czy jest tak dobra, że już nie musi ćwiczyć? Przecież jeśli o tym marzy i się tym stresuje, to powinna na każdym postoju ćwiczyć, szczególnie wieczorem przed pójściem spać. Powinna nie chcieć ich spać, tylko ćwiczyć, a Kordula powinna ją zaganiać słowami „Jak zaśpisz rano, to nie zdążymy i nie zdasz.”

Ich spotkania z innymi ludźmi są bardzo fajne, tylko nie budują historii. Żaden z trójki bohaterów nie kolekcjonuje podczas tych spotkań żadnych mądrości, niczego nie odkrywa, nie zbliża się do realizacji swojego prywatnego celu. Oni po prostu zderzają się z barwnymi postaciami, jest miło i wesoło, po czym jadą dalej.

Dojechały na egzamin i okazuje się, że egzaminu nie ma. Nasze bohaterki wszystko zrobiły dobrze, ale kosmiczna moc scenarzysty zlikwidowała cel, do którego cały film dążyły. Co za oszustwo. W tej opowieści nie ma żadnych reguł, wszystko może się wydarzyć. Zaraz się okaże, że Kordula urodziła dziecko będąc w liceum i Maszeńka to jej córeczka.

Film jest o podróży na egzamin. Jechały, jechały, dojechały. Film powinien się skończyć. A tu nagle jakaś sekwencja o matce Korduli. Może nawet to jest dobre, ale to jest inny film. Ta sekwencja powinna być przed dotarciem na egzamin.

Skąd Maszeńka wie, gdzie mieszka matka Korduli, skoro Kordula została porzucona?

Skąd ojciec Maszeńki wie, że dziewczyny są w Tczewie? Jak to możliwe, że wie o której godzinie będą na peronie i że w ogóle tam będą?

Scena tańca przebranego ojca jest ładnym obrazkiem, który tak naprawdę nie znaczy nic. Maszeńce miło się na to patrzy, ale czujny widz się zastanawia, co ojciec musi przezwyciężyć w sobie, żeby tak zatańczyć? Nic. Wiem, że fakt przebrania się w strój baletowy i tańczenie przy obcych ludziach ma być jego deklaracją bycia lepszym ojcem, ale nie widzę w tym logiki. Gdyby on wcześniej był wrogiem tańca i nie chciał posłać Maszeńki do szkoły, albo gdyby był konduktorem, który przede wszystkim ceni sobie powagę urzędu i swój wizerunek, a tu widzimy że poświęca to wszystko i robi z siebie idiotę przed pasażerami pociągu. A tak to może być po prostu jego pijacki wygłup. Popił dzień przed egzaminem, może teraz wciąż jest pijany? Nie wiem, wszystko jest dziwne.

Kończy się film, ale co z tymi egzaminami? Przecież miał jechać w innym terminie. Czemu ten wątek nie jest poruszony? Czy ona nie chce już tańczyć? Czy ojciec, po występie na peronie, nie powinien być jej super kibicem i wieźć ją na egzamin? Dlaczego zamiast śpiewania na łące nie widzimy jej tańczącej na egzaminie?

Co z domem dziecka? Czy Maszeńka tam wraca, czy zamieszka z odmienionym ojcem? Chcę wiedzieć, jak się potoczy ich życie, a nie wiem. Czy ojciec ubiera się ładnie, bo idzie na randkę z Kordulą, czy do sądu na rozprawę o odzyskanie praw do opieki nad Maszeńką? Wszystko jest takie niejasne.

Śpiewanie na łące. Tutaj kosmiczna moc scenarzysty objawia swą maksymalną siłę odzierając nas z resztek złudzeń, że jesteśmy traktowani poważnie. Nie da się tego wytłumaczyć. Ta scena to kpina z dorosłych widzów. To sadystyczny śmiech autora, który mówi: „Ha ha ha! Myśleliście, że to film dla dorosłych? Nie, to film dla dzieci! Dla dziesięciolatków! Ha ha ha! Zmarnowaliście dwie godziny i co mi zrobicie? Bilety już kupione! Ha ha ha!”

Jest jednak w tym filmie coś, co trzeba pochwalić. Dialogi. Zapominając na chwilę, że dziewczynka jest przesadnie mądra i dojrzała, to wszystko co bohaterowie do siebie mówią jest bardzo dobre. Dialogi są konkretne, błyskotliwe, zaskakujące, mają dobre tempo i dobrze portretują postaci. Tak czuję.

Na koniec mała uwaga do obsady. Postać ojca wydaje mi się niewiarygodna. Z dwójki najpopularniejszych polskich aktorów dużo lepiej pasowałby ten drugi. Dorciński wygląda zbyt ładnie i elokwentnie, jak człowiek, który przyjechał na weekend z Warszawy i za dużo popił. Wolałbym Więckiewicza, który może zagrać prostego chłopa, wiejskiego pijaczka. Myślę, że taka postać i taka historia byłaby dużo ciekawsza.


Przeczytaj inne analizy

OBCE CIAŁO

Ten film jest popisem braku umiejętności budowania opowieści, braku poczucia absurdu i żenady, wreszcie braku jakiejkolwiek wiedzy na temat przedstawionego świata.

CZYTAJ

OBYWATEL

Jerzy Stuhr ma dużą łatwość w opowiadaniu na poziomie scen i sekwencji. Tylko czy z tych sekwencji buduje się film, który ma swojego bohatera, swoją historię i czy coś z tego wynika? Według mnie nie.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA