WOŁYŃ

Scenariusz: Wojciech Smarzowski

Reżyseria: Wojciech Smarzowski

Cieszę się, że ten film powstał, ponieważ jest to mocny głos na ważny temat i wszyscy powinni go zobaczyć, żeby nie było już na świecie nienawiści, ksenofobii, nietolerancji, ani w ogóle ignorancji i strachu. Brawo! Jednak pomówmy trochę o scenariuszu, bo moja scenariuszowa ekierka mówi mi, że jest o czym mówić.

Zaczyna się bardzo dobrze. Ślub, radość, pochwała życia, połączenie dwóch narodów w jednej rodzinie. Oglądam to od razu ze wzruszeniem, bo wiem, o czym jest film i wiem, że na końcu będą sobie siekierami odcinać głowy.

Po tym ślubie już bym chciał początek masakry, ale zaczyna się jakaś obyczajowa epopeja „Zosia i wszyscy, których zna”. Rozumiem, że dzięki temu można sportretować temat. Wiem, że to jest ważne, tylko uważam, że to nie jest dobra opowieść i jest nudno. Jedyne napięcie bierze się z pytania „kiedy w końcu ktoś kogoś nadzieje na widły?” Autor wie, że to pytanie wisi w powietrzu, więc czuje, że ma czas na dokładną eksplikację konfliktu. Na odejście od opowieści, na porzucenie bohaterów i pójście w temat. Na wykład zamiast przeżycia.

Skoki czasowe są tak nagłe i duże, że dystansują mnie do Zosi i jej problemów. Jak ją zmieniła śmierć ukochanego? Dlaczego chce ratować Żydów? Jakie więzi ma z dziećmi Macieja? Czy w końcu go pokochała? Co dla niej znaczyło, gdy sąsiad przyniósł jego głowę w wiadrze? Jak ją zmieniła wojna i okupacja niemiecka? Czy z trudem jej przyszło zabicie Niemca? Czy to pierwszy raz, gdy kogoś zabiła? Nie wiem jaką osobą jest Zosia. Nie jestem tu i teraz. Jestem daleko.

Wiemy, że Zosia jest naszą bohaterką, ale jakie jest pytanie filmu? Przez pierwszą godzinę sądzimy, że „Czy będzie ze swoim ukochanym?”, ale potem go zabijają. Bardzo podoba mi się ta śmierć, taka z niczego, przypadkowa. Tylko o czym w takim razie jest ta opowieść, na co w kontekście mojej bohaterki Zosi mam czekać, w realizacji jakiego pragnienia jej kibicować? Jeśli nie wiem, jaką drogę przechodzi postać, to nie wiem, co ja mam wynieść dla siebie z filmu. Chociaż w tym wypadku wiem: ksenofobia i brak dialogu prowadzą do rozrywania i palenia ludzi żywcem. Spoko, tylko po co w takim razie Zosia? Jaką funkcję w tym obrazie pełni ta postać?

Jak duży jest świat, w którym wszystko się rozgrywa? Jak daleko są od siebie te wsie, że jak przyjeżdża przerażona kobieta, która uciekła z masakry, to wszyscy mówią, że u nich na pewno tak nie będzie? Jaką drogą przebył Maciej z frontu, gdzie zabito Polaków przy ognisku do swojej wsi, że tu się czuje bezpiecznie? Czy ziemie wołyńskie to obszar wielkości Mazowsza czy Polski?

Dlaczego doszło do tego ludobójstwa? Mam wrażenie, że trochę wiem, ale nie wiem wszystkiego. Z filmu wynika, że od początku były jakieś tarcia o stanowiska i ziemię, Ukraińcy czuli się dyskryminowani przez Polaków. Tylko jak od poczucia niesprawiedliwości dochodzi się do przekonania, że trzeba kogoś zaszlachtować? Tego niestety ten film mi nie mówi i to jest mój największy zarzut. Oczywiście, opowiadając o wielu sytuacjach na przestrzeni wielu lat, daje jakiś obraz eskalacji konfliktu, ale niestety nie robi tego z wykorzystaniem postaci. Brakuje mi bohatera, którego przemianę moglibyśmy śledzić. Od człowieka pełnego uprzedzeń, do potwora, który depcze głowy noworodkom. Z taką postacią chciałbym spędzić kilka lat, zobaczyć jakie wydarzenia i jakie relacje po kolei zatruwały jego serce. Materiałem na taką postać mógł być wójt, który właśnie ulegał różnym wpływom, ale jego przemiana nie została przedstawiona. Raz widzimy go, jak obiecuje, że ostrzeże przed niebezpieczeństwem, a potem już jak lata z siekierą i morduje.

Najbardziej chciałbym, żeby to był taki dramat psychologiczny: Maciej jest Ukraińcem, żeni się z Zosią i zostaje wójtem. Mimo że Zosia jest dla niego dobra, to świat dookoła przez lata sączy mu jad do mózgu, więc na końcu on decyduje się zdusić w sobie miłość i w kulminacji wybija połowę swojej wsi łącznie z żoną i teściami. I jest zadowolony, bo czuje, że zrobił coś dobrego dla narodu ukraińskiego. A ja przez to, że widziałem ostatnie cztery lata z jego życia, zobaczyłem jak serce pełne miłości może zamienić się w serce pełne nienawiści przez takich ludzi, jak Jar… No, po prostu przez złych ludzi.

Ewentualnie chciałbym, żeby to był taki thriller, jak „Grawitacja”: Zosia urodziła dziecko i jest super. Wstaje w nocy nakarmić noworodka i widzi przez okno, że się pali dom sąsiadów. Budzi męża i odkrywają, że Ukraińcy mordują wieś. I cały film to jest jej nocna ucieczka z jednodniowym dzieckiem na ręku. Przez lasy, bagna, po stosach spalonych ciał. Robi wszystko, żeby ochronić nowe życie. I w trakcie tej ucieczki ludzie, których napotyka i sytuacje, w których się znajduje, tworzą obraz tego koszmaru i pokazują widzowi jak do tego doszło. Oczywiście w kulminacyjnej masakrze Zosia oddaje swoje życie, by jej dziecko mogło przetrwać.

Ale i tak warto zobaczyć.


Przeczytaj inne analizy

PROSTA HISTORIA O MORDERSTWIE

Jest tu wiele dobrych pomysłów, jednak życie pokazuje, że na świecie jest mnóstwo dobrych pomysłów, a niewiele dobrych scenariuszy.

CZYTAJ

OSTATNIA RODZINA

O czym to jest film? Zaraz wszyscy powiedzą, że o rodzinie. Ale to nic nie znaczy. Nie widzę tu nic, co autor chciałby mi powiedzieć. Nie widzę myśli, która ma wynikać z tego znakomitego portretu.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA