ZA NIEBIESKIMI DRZWIAMI

Scenariusz: Katarzyna Stachowicz-Gacek, Magdalena Nieć, Adam Wojtyszko

Reżyseria: Mariusz Palej

Nietrudno mi wyobrazić sobie siebie jako młodego widza. Wręcz przeciwnie, młody widz to moje drugie ja. I jako młody widz dostrzegam wiele wartości w tej opowieści, podoba mi się przygoda i niezwykły świat. Ale widzę też, że zabrakło kilku miesięcy na pieszczoty scenariuszowe.

Historia zaczyna się pięć razy, zanim naprawdę się zacznie. Mamy pięć fałszywych początków, czyli sytuacji wielkich zmian w życiu bohatera, po których spodziewamy się, że zostanie zadane jakieś dramaturgiczne pytanie. Ale nie zostaje zadane.
1 - Łukasz spakowany rusza na wyczekiwane wakacje
2 - Łukasz budzi się po wypadku w szpitalu
3 - Łukasz wprowadza się do sąsiadki Cybulskiej
4 - Łukasz wprowadza się do ciotki Agaty
5 - Łukasz wkracza w zaczarowany świat

Wszystkie te sytuacje budują wrażenie nowego otwarcia, ponieważ bardzo zmieniają stan, który je poprzedzał. Jednak żadna z nich nie wywołuje w Łukaszu działania, którego przebieg opisywałaby ta historia. Robi to dopiero kolejny punkt:
6 - Łukasz wraca do zaczarowanego świata, żeby pokonać Krwawca

To jest moment, w którym Łukasz podejmuje jakąś decyzję. Wreszcie chce coś zrobić, wreszcie mogę mu w czymś kibicować i niepokoić się, co z tego będzie. To jest połowa filmu, czyli według mojej ekierki pół godziny za późno. Pół godziny opowieści należałoby wyciąć, żeby historia była bardziej angażująca. Proponowałbym tak:

Napisy początkowe. Auto ciotki jedzie w zachodzącym słońcu. Coraz dalej od wieżowców słonecznego miasta, coraz mniejsze drogi, lasy i mrok. Łukasz śpi. Śnią mu się przebitki, jak był szczęśliwy z mamą, jak mieli wypadek, jak mama jest w śpiączce. Kończą się napisy początkowe, kończą się wspominki, auto w środku nocy staje przed bramą upiornego domu (trzecia minuta). Potem Łukasz chodzi po domu, poznaje zasady, gości, sąsiadów, zwiedza okolicę. Trochę więcej dowiadujemy się o jego przeszłości, za którą tęskni, o jego nieuświadomionej potrzebie, o historii ojca i matki. Odkrywa zaczarowany świat, spotyka Krwawca (ósma minuta). To jest zdarzenie inicjujące. W końcu podejmuje decyzję, żeby coś tam zrobić (piętnasta minuta).

To, co ma zrobić, to już zależy od tego, o czym jest film. Jeśli jego decyzją ma być zabicie Krwawca, to zdarzeniem inicjującym powinno być odkrycie, że ciotka jest opętana. W tym przypadku jego pierwsze wejście do zaczarowanego świata powinno być po tym, jak odkryje opętanie (ciotka musiałaby się zarazić w inny sposób). Jednak byłoby lepiej, gdyby jego decyzją napinającą całą opowieść było odnalezienie w tym świecie ojca, bo tylko ojciec może obudzić mamę. Może Łukasz myśli, że Krwawiec to ojciec. I chcąc go ściągnąć z zaświatów sprowadza śmierć do świata żywych. Dlatego walcząc o ciotkę i cały swój świat w kulminacji niszczy Krwawca, jednocześnie grzebiąc szansę na powrót ojca i wybudzenie mamy. Wtedy cały film były drogą małego chłopca do zrozumienia, że rodzice już do niego nie wrócą. Wtedy mama powinna do samego końca się nie obudzić, a Łukasz powinien zaakceptować nowe życie z ciotką. To by mi się marzyło i to by mnie wzruszało.

Troszkę niejasności i niekonsekwencji:

Łukasz ma nadzieję, że jego mama się zbudzi, ale nic nie robi, żeby do tego doprowadzić. Oczywiście dziecko w takiej sytuacji niewiele może zrobić, ale to konkretne dziecko ma zaczarowany świat. Dlaczego nie pyta Krwawca, czy on ma moc obudzenia mamy? Dlaczego nie proponuje mu, żeby poszedł z nim do szpitala? Dlaczego nie robi czegokolwiek, co w jego głowie zbliżałoby go do uratowania mamy? Poza tym wypadek powinien być przez niego. On powinien się nieładnie zachowywać i kiedy mama odwraca się, żeby go uspokoić, nie patrzy na drogę i bum. Wtedy jego walka o uratowanie mamy byłaby drogą do bycia grzecznym chłopcem.

Jak to możliwe, że ciotka jest siostrą mamy, a jest trzydzieści pięć lat starsza? Chyba jest siostrą babci. Jak to możliwe, że mama ma czarnobiałe zdjęcia z okresu, kiedy była dorosła? Przecież Cybulska od razu powinna alarmować, że to oszukana ciotka, co chce porwać dziecko. Godzinę później się okazuje, że to wszystko i tak wymysł Łukasza, ale w momencie, gdy to odkrywamy, to nie jest traktowane jako wskazówka, że coś jest nie tak, ale jak błąd logiczny w opowieści.

Łukasz poszedł do zaczarowanego świata i przyniósł zarazki. Jakie znaczenie ma to, że przez niego ciotka się zamieniła w potwora? Czy Łukasz ma z tym jakiś problem? Czy popełnił jakiś błąd? To jest bardzo ważny element napinający opowieść, ale zdaje się nie mieć konsekwencji dla bohatera. Oczywiście konsekwencje ma fakt, że ciotka jest opętana, ale nie ma fakt, że to Łukasz ją zaraził. To powinno się stać w wyniku jego niegrzeczności, tej samej, która zaskutkowała wypadkiem mamy.

Dlaczego wejście do tego świata jest w dawnym pokoju mamy? Ona pomalowała drzwi na niebiesko, czy to znaczy, że ona stworzyła ten świat? A jeśli nie, to jakie ma znaczenie dla Łukasza, że wejście do świata jest w jej pokoju? Czy mama była kiedyś w tym świecie? Czy poznała Krwawca? Czy Krwawiec był wtedy małym chłopcem? Czy mama wtrąciła tam ojca, którzy przemienił się w Krwawca?

Dlaczego ciotka zamieniła się w potwora, a Łukasz nie? Jak działają te pajęczyny? Dlaczego koledzy Łukasza też się nie zarazili? Co ciotka chce z nimi zrobić, jak ich dopadnie? Zjeść? Przemienić w pajęczaki? Użyć energii ich ciał do otworzenia portalu, przez który zstąpi Krwawiec? Nie wiem jaka jest stawka ich pojedynku z ciotką-potworką. Dom w pajęczynach wygląda super. Tylko nie wiem, po co tak wygląda.

Na początku Łukasz nie polubił się z kolegami, ale nie wiadomo dlaczego. To nie jego wina, to raczej oni są uprzedzeni. Więc on w żaden sposób nie musi się zmieniać, żeby pomogli mu w walce z Krwawcem. To oni w tej relacji przechodzą większą przemianę. Byłoby lepiej, gdyby on był pyszałkowatym gogusiem z miasta, który pomiata wiejskimi dziećmi, a potem musiał ich przekonać do pomocy.

Fajna jest opowieść o ojcu, który zniknął, i o rybakach, którzy zatonęli, ale miałem nadzieję, że zaskoczenie w tym wątku będzie większe. Że ten ojciec okaże się Krwawcem, albo że gdzieś tam jest w pajęczynie uwięziony, albo coś jeszcze innego. Liczyłem, że zaczarowany świat przyniesie zaskakującą odpowiedź na pytanie o przeszłość, a przynosi oczywistą odpowiedź.

Zaskakujące jest, że przed kulminacyjną walką z największym wrogiem dostajemy obrazek z mamą uderzającą w drzwi i wiemy już, że cała ta walka toczy się w głowie Łukasza. Zapewne to miało podbić stawkę, bo rozumiemy, że Łukasz walczy o życie i jak zostanie w tej pajęczynie, to już się nigdy nie wybudzi. Jednak uważam, że to obniża stawkę, ponieważ wiemy, że ciotce i kolegom nic nie grodzi, bo wcale ich nie ma. A Łukasz i tak jeśli przegra, to zostanie w tym świecie, niezależnie od tego, czy jego ciało jest w jakimś szpitalu, czy w krwawcowej sieci. Takie wyjście z opowieści tuż przed kulminacją obniża napięcie. Ja czuję się oszukany.

Kulminacyjną walkę z Krwawcem wygrywają koledzy Łukasza, a on w tym czasie leży skrępowany. To oni wpadają na pomysł, ryzykują, przeprowadzają akcję wpuszczenia ptaków do miasta i wygrywają. Dlaczego to nie mogła być jego akcja? Wcześniej odkrył, że ptaki zjadają pajęczynę, ale plan wykorzystania tej wiedzy w walce z Krwawcem to plan kolegów.

Niestety ten plan jest naiwny i niewiarygodny. Przecież nawet młody widz widzi, że ten żywopłot ma kilkanaście metrów wysokości. Dlaczego ptaki nie mogę przelecieć nad nim? Czy jest tam jakieś tajemnicze pole siłowe?

Do samego końca nie wyjaśnia się, kim jest Krwawiec, czego chciał od świata żywych i co to za zaczarowany świat. Dlaczego to miasto jest opuszczone? Czy on wszystkich zjadł? Czy wszyscy uciekli? Czy nigdy nikogo tu nie było? Czy on chciał przejść do świata żywych, czy ciotka-potworka miała łapać wszystkich w sieć i wysyłać tutaj?

O co chodzi z kolegami w szpitalu? Łukasz ich uratował, czy nie? Czy to oni uratowali jego, skoro pocięli chaszcze i wpuścili ptaki? Dlaczego nic nie pamiętają? Czy mają swoje sny o innych zaczarowanych światach? Dlaczego jeden z nich pamięta trochę? Co wynika z tego dla Łukasza, że ci koledzy naprawdę się z nim obudzili?

Łukasz walczy z Krwawcem i udaje mu się go pokonać, ale czego się uczy robiąc to? Jaką na początku ma nieuświadomioną potrzebę, którą realizuje dzięki tej przygodzie? Co musi zrozumieć, żeby móc pokonać Krwawca? Jego pokonanie to zasługa pracy zespołowej, ale nie poznaliśmy Łukasza jako pysznego gogusia i samoluba. Od początku kocha mamę i zawsze po kłótni przeprasza ciotkę. Więc nie mam poczucia, że na końcu tej opowieści jest inny niż na początku. W szpitalu na koniec mówi, że chciałby, by mama już się nie bała. Ale przecież nie widzieliśmy, że mama się kiedyś czegoś boi. On też nie był synem, który lekceważy matczyne lęki. Więc o czym jest ta przygoda?

Na koniec kilka słów o gatunku:

Pierwsze połowa to horror, druga to przygodowe fantasy. Bardzo odważne połączenie, ale ta niekonsekwencja gatunkowa może nie przypaść do gustu młodym widzom i ich rodzicom.

Dlaczego na początku to horror:
- Jest miło, szczęśliwa rodzinka jedzie na wakacje, aż tu nagle wypadek. Latają kończyny, nieme krzyki, dramat i przerażenie.
- Łukasz ma poważnie rozwaloną nogę, podczas rehabilitacji widzimy straszne blizny na jego kolanie.
- Mama jest w śpiączce, a gdy Łukasz zdejmuje z niej prześcieradło to muzyka i montaż budują wielką grozę tej sytuacji.
- Kulminacja sił zła pojawia się w osobie niesympatycznej ciotki, która potem grasuje opętana po sufitach.

To wszystko ma przerazić. Tylko dlaczego ważne jest, żeby młody widz bał się przez pierwsze pół filmu? I najważniejsze: co bardziej doceni młody widz? Ja jako reprezentant grupy docelowej zapewniem, że nie chcę się bać, wolę przeżywać przygody i odkrywać zaczarowane światy.


Przeczytaj inne analizy

PLAC ZABAW

Nic się nie dzieje, nic się nie dzieje, zabijają dziecko, koniec filmu.

CZYTAJ

JESTEM MORDERCĄ

Na mocy nadanej mi przez poczytność mojego bloga ogłaszam ten film najlepszym spośród wszystkich w tegorocznym konkursie festiwalu w Gdyni. Mam jednak malutkie uważki.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA