25 LAT NIEWINNOŚCI

Scenariusz: Andrzej Gołda

Reżyseria: Jan Holoubek

To jest przykład filmu, w którym scenariusz nie ma dużego znaczenia. Jeśli celem każdego twórcy jest zaangażowanie widzów, to w tym przypadku bardzo łatwo osiągnąć ten cel:

Widzów tego filmu nie trzeba angażować emocjonalnie, ponieważ oni już są zaangażowani emocjonalnie w momencie wejścia do kina. Więc wystarczy to zaangażowanie podtrzymać klasycznymi, oczywistymi scenami z katalogu cierpienia (znęcanie się nad niewinnym, próby samobójcze, deklaracje niewytrzymania) albo z katalogu walki (determinacja matki, śledztwo policjanta). Na koniec wystarczy scena z katalogu satysfakcji (wszyscy się przytulają w zwolnionym tempie). To nie znaczy, że te sceny są złe. To znaczy, że w tym przypadku nie trzeba wiele. Wystarczy przyzwoity, pozbawiony błędów scenariusz, a i tak wszyscy będą płakać.

Widzów tego filmu nie trzeba bardzo angażować intelektualnie, ponieważ oni tego nie oczekują. Nie oczekują wzbudzania ich ciekawości, ponieważ już znają tę historię i mają wszystkie najważniejsze informacje. Ludzie oglądają ten film po to, żeby zobaczyć, z jakich sytuacji wynikają te informacje. Nikogo nie interesuje, co się dalej wydarzy, tylko jak wyglądało to, co się wydarzyło.


Więc autor tego scenariusza nie miał trudnego zadania i bardzo dobrze je wykonał. Ta opowieść ma domyślną konstrukcję:

WPROWADZENIE
Jaki jest kontekst tej opowieści? Tytuł i pierwsza scena przypominają każdemu widzowi: "Źli policjanci wsadzili niewinnego chłopaka do więzienia na 25 lat".

PIERWSZY AKT
Kim jest ten niewinny chłopak i jak doszło do tego, że został niesłusznie skazany?

DRUGI AKT - PIERWSZA POŁOWA
Jak ten niewinny chłopak wytrzymał tyle lat w więzieniu? Biją go, gwałcą, podwyższają wyrok. Ale znajduje mentora, który pomaga mu przetrwać.

Jest bardzo ważny powód, dlaczego ta część nie może trwać dłużej niż 20 minut: bohater jest reaktywny. Dlatego musi pojawić się nowy bohater, który ma możliwość coś zrobić.

DRUGI AKT - DRUGA POŁOWA
Jak ten niewinny chłopak wyszedł z więzienia? Nowy bohater, śledztwo, walka o wolność.

TRZECI AKT
Jak to się kończy? Kulminacja walki o wolność, powrót do zwykłego życia.


Wszystko bardzo dobrze działa, ponieważ kontekst opowieści na to pozwala. Ale można było zrobić to lepiej i budować zaangażowanie widzów przez opowieść, a nie przez kontekst opowieści. Dzięki temu opowieść byłaby angażująca nie tylko dla polskich widzów, ale również dla tych, którzy nie znają tego kontekstu. Gdybyśmy mieli takie ambicje, to musielibyśmy tworzyć sceny z jeszcze dwóch katalogów: przeszkody i przekroczenia.

Tomek w więzieniu nie potrzebuje żadnych przeszkód, bo jego życie jest koszmarem. Ale potrzebuje przekroczeń. W jaki sposób radzi sobie z tym koszmarem? Jak chęć uniknięcia koszmaru wpływa na jego zachowanie? Czy próbuje się tłumaczyć swoim oprawcom? Czy próbuje się z nimi układać? Czy próbuje wkupić się w ich łaski za pieniądze i paczki od matki? Czy on przez te 15 lat aktywnie walczy, czy tylko biernie to wytrzymuje? Jeśli miałby walczyć, to jak ta walka go zmienia? Jakich przekroczeń musi dokonać, żeby wytrzymać ten koszmar? Teraz Tomek nie jest ciekawą postacią, chociaż mu współczujemy. Ciekawy jest temat, którego on jest bohaterem.

Matka mogłaby być ciekawa, gdyby nie była reaktywna jak jej syn. Jest kilka informacyjnych scen na temat jej problemów: sąsiadka mówi coś niemiłego w sklepie, prawnik lekceważy jej sprawę. To jasno pokazuje, że cały świat jest przeciwko nim. Ale co matka robi w związku z tym? W jaki sposób układa życie sobie i reszcie rodziny? Jak broni dobrego imienia syna na osiedlu? Jak walczy z prawnikami? Jak zbiera na nich pieniądze? Czy ktokolwiek z jej rodziny zwątpił w niewinność Tomka? Czy ona kiedykolwiek zwątpiła? Matka aktywną stroną w walce o Tomka jest tylko w scenach w więzieniu. W scenach poza więzieniem jest, tak jak jej syn, bierną ofiarą złego świata.

Ciekawy jest natomiast policjant, ponieważ jest aktywny. Ale niestety prowadzi najłatwiejsze śledztwo świata. Co może być ciekawostką pokazującą patologię systemu, który pozwolił na skazanie niewinnego Tomka. Ale ciekawostka jest ciekawa przez chwilę, a dobra opowieść jest ciekawa przez tyle, ile trwa. Więc policjant potrzebuje mnóstwa przeszkód, bo teraz wszystko jest zbyt łatwe: rodzina nie ma żadnego problemu z jego buntem i żona jeszcze go zachęca; rodziny ofiar nawet jak marudzą, to i tak zawsze mówią wszystko, czego policjantowi potrzeba; źli policjanci wcale nie mataczą, nie grożą, nie stawiają żadnego oporu; koledzy z prokuratury od razu we wszystko wierzą i zgadzają się zaryzykować swoje kariery; żeby znaleźć prawdziwego mordercę, wystarczy się spotkać na kilka wieczorów, zamówić pizzę i przejrzeć dokumenty. Nie ma pościgów, strzelanin, gróźb, walki na śmierć i życie.

Wszystkie konflikty w wątkach Tomka, matki i policjanta są pozorowane. Torturują go, on krzyczy, płacze, ale nic nie robi i dalej go torturują. Sąsiadka w sklepie niby jest zła, ale nic z tego nie wynika, matka pewnie dalej robi zakupy w tym samym sklepie, a na pewno głodna nie chodzi. Źli policjanci niby mają przeszkadzać, ale nic nie robią.

Gdyby ta opowieść była opowiadana przez konflikt, to byłaby nie tylko bardziej angażująca, ale też miałaby szansą zbudować jakieś przesłanie. Teraz żadna z postaci niczego się nie uczy, więc widz również nie ma szans niczego się nauczyć. Nie wiadomo, o czym to jest film. O nadziei? O wytrwałości? Jeśli tak, to nie jest czytelne, bo żadna z postaci nie dojrzewa do nadziei lub wytrwałości i to nie dzięki nadziei lub wytrwałości Tomkowi udaje się wyjść wcześniej z więzienia. Zdaje się, że to film o przypadku: nagle się pojawił policjant, sąsiad mu opowiedział historię i zaczęło się śledztwo. Gdyby się nie pojawiał albo gdyby sąsiad się nie odezwał, to Tomek wciąż siedziałby w więzieniu. Więc morał, który można odczytać z tej opowieści to: "Nasze nieudolne państwo przypadkiem może zniszczyć ci życie i tylko cud może się uratować." Tylko to jest przesłanie, z którym widz niewiele może zrobić. Może się tylko wyprowadzić z Polski.

Dając bohaterom przeszkody i zmuszając ich do walki z nimi, moglibyśmy ich czegoś nauczyć. Na przykład: Tomek walcząc o przetrwanie, mógłby odkryć, że trzeba żyć mimo wszystko. Że chociaż jeden dzień na zewnątrz jest wart 25 lat tortur. Matka walcząc o Tomka, mogłaby odkryć, że jej życie nie zostało zamknięte w więzieniu; że ona wciąż jest wolna, ma prawo do realizacji swoich planów i spełniania swoich potrzeb. Policjant prowadząc śledztwo, mógłby odkryć, że sprawiedliwość jest ważniejsza niż kariera, pieniądze, bezpieczeństwo, a nawet rodzina; dla policjanta służba w imię sprawiedliwości jest największą wartością. W angażującej opowieści policjant powinien wszystko poświęcić, żeby móc uratować Tomka.

Zaraz ktoś powie: "Przecież wcale tak nie było!"

Nie ma znaczenia, jak było, ponieważ robimy filmy, a nie reportaże Faktów TVN. Celem każdego filmu jest przede wszystkim zaangażowanie widzów. A jeśli robimy film oparty na faktach, to celem jest również pokazanie prawdy. Prawdą jest, że był sobie Tomek, który został niesłusznie skazany na 25 lat i po 18 latach wyszedł dzięki śledztwu jakiegoś policjanta. Wszystko, co nie jest sprzeczne z tym zdaniem, możemy dowolnie zmieniać i jako twórcy opowieści powinniśmy to robić dla dobra naszych opowieści i dla zaangażowania widzów. Jeśli mamy przed tym opory, to znaczy, że nie chcemy robić filmów "opartych na faktach" tylko chcemy "relacjonować fakty". I tak właśnie wygląda ten film: jakby był pełnometrażową relacją zrobioną dla Faktów TVN.


PRZECZYTAJ INNE ANALIZY:

JAK NAJDALEJ STĄD

Jeśli nawet zaakceptujemy, że wszyscy zachowują się głupio i nie robią rzeczy oczywistych, to i tak przemiana bohaterki nie jest procesem, tylko dzieje się nagle w wyniku monologu urzędnika. Monologu, którego przesłanie jest skandaliczne.

CZYTAJ

W LESIE DZIŚ NIE ZAŚNIE NIKT

Dzieje się tak mało, wolno i wtórnie, że można zasnąć z nudów. Jak to możliwe, że mogąc zrobić dowolny film o czymś, ktoś postanowił zrobić właśnie ten film?

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

Jestem analitykiem opowieści. Na zlecenie producentów i scenarzystów analizuję około 70 tekstów rocznie. Prowdzę wykłady i warszaty w różnych miejscach, głównie w StoryLab Pro. Rozwijam i produkuję własne projekty w mojej firmie Bold Humans. Oglądam ponad 200 filmów rocznie.

Na tym poczytnym blogu analizuję polskie filmy i staram się udowodnić, że ich scenariusze są nieskończone. Nowe analizy publikuję dopiero, jak filmy znikają z kin. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino.

Artur Wyrzykowski

FAQ

· Jak wygląda współpraca z tobą?

Analizuję opowieści pod kątem gatunku, konstrukcji dramaturgicznej, przebiegu relacji, konstrukcji scen, przesłania i potencjału rynkowego. Nie jestem konsultantem scenariuszowym, ponieważ pracuję z tekstem, nie z autorem. Dekonstruuję opowieść i proponuję swoje rozwiązania, które autor może wykorzystać, jeśli chce. Najlepiej zgłosić się do mnie na etapie treatmentu lub pierwszej wersji scenariusza, kiedy opowieść dopiero się kształtuje. Albo kiedy wszyscy myślą, że scenariusz jest gotowy i nadaje się do produkcji. Albo kiedy przed zdjęciami okazuje się, że trzeba znacznie ograniczyć ilość scen. Albo kiedy po zdjęciach i zmontowaniu pierwszej wersji jest kłopot.

· Jak wygląda taka analiza?

Tak, jak "Zimna wojna", "Kler", "Juliusz", "Pokot", "Twarz", "Układ Zamknięty" i "Chrzest". Polecam też lekcję z podstaw konstruowania opowieści: "Polot", "Córka trenera", "Dywizjon 303" i "Najlepszy", oraz lekcję z odpowiadania na oczekiwania widza: "Mowa ptaków".

· Ile to kosztuje?

Jeśli twój film jest już w kinach, to dostaniesz ją za darmo. Jeśli jednak wciąż rozwijasz projekt, to powinieneś mieć budżet na prace literackie. Dla autorów, którzy nie związali się jeszcze z producentami, przygotowałem promocje.

Potrzebujesz analizy? Napisz: halo@arturwyrzykowski.pl

DOUCZKI









NAJMOCNIEJ POLECAM