LISTY DO M. 4

Scenariusz: Marcin Baczyński, Mariusz Kuczewski

Reżyseria: Patrick Yoka

W swoich listach pytacie: "Dlaczego ten film nic mnie nie obchodzi? Zupełnie nic. Nic a nic. Jak to działa?" Powody są dwa:


1

To, co kiedyś było pomysłem, teraz stało się gatunkiem.

Zostaliśmy już nauczeni, że jest coś takiego jak "polski film świąteczny". Obietnica jest taka: kilka niezwiązanych ze sobą osób ma różne problemy w relacjach z najbliższymi, ale dzięki magii świąt otwierają swoje serca i wszystko dobrze się kończy.

Bardzo fajny pomysł, jeśli jest pomysłem na film, a nie gatunkiem. Czyli jeśli to założenie czyni tę opowieść wyjątkową. Ale jeśli to nie jest pomysł, tylko gatunek, to pojawia się pytanie, co w takim razie jest pomysłem na ten film? Co sprawia, że ta opowieść jest wyjątkowa? Ten film w większości wątków jest pozbawiony takich elementów. Jest przewidywalny i oczywisty.


2

Wątki nie są angażujące, ponieważ nie są zbudowane na konfliktach.

Przypominam definicję konfliktu: ktoś próbuje zrobić coś ważnego, ale zrobienie tego jest trudne. Czyli musi być aktywne działanie, stawka i dużo przeszkód.


MEL I DAGMARA
Mel spędził romantyczną noc z Dagmarą, ale ona chce, żeby ich relacja była tylko zawodowa.

Pytanie gatunkowe: Czy Mel i Dagmara będą parą?

Pytanie dramaturgiczne: Brak.

Mel droczy się z Dagmarą, ale jego celem nie jest zbliżyć się do niej. Jego zachowania w biurze, w centrum handlowym i w domu dziecka nie są elementami jego planu na drodze do poderwania Dagmary. Przeciwnie: jej porwanie jest elementem planu na drodze do zrobienia niespodzianki w domu dziecka.

Możemy próbować uznać, że pytanie dramaturgiczne to: "Czy Melowi uda się zrobić świąteczną akcję w domu dziecka?", ale Mel zaczyna realizować ten cel po godzinie filmu.

Możemy próbować uznać, że pytanie dramaturgiczne to: "Czy Dagmarze uda się pozbyć niechcianych zalotów Mela?", ale Dagmara jest reaktywna, działa tylko wtedy, gdy Mel pojawia się obok. Dagmara nie ma żadnego planu, to jest wątek Mela.


FILIP I KAROLINA
Filip jest nieasertywny i daje się wykorzystywać Karolinie, która nagina wszystkie zasady, ale w pracy spotyka Monikę, która przestrzega zasad i jest nim zainteresowana.

Pytanie gatunkowe: Czy Filip wybierze dotychczasową niefajną ukochaną, czy nową fajną partnerkę?

Pytanie dramaturgiczne: Brak.

Mimo że Filip przez cały dzień jest w pracy policjanta, to nie ma żadnej konkretnej sprawy do rozwiązania. Jeździ po mieście, robi nicnieznaczące rzeczy i zbliża się do fajnej Moniki, a w tym czasie dzwoni do niego Karolina i okazuje się coraz bardziej niefajna.

Możemy próbować uznać, że pytanie dramaturgiczne to: "Czy Filipowi uda się podjąć decyzję?", ale domyślnie ta decyzja jest podjęta. On wciąż jest z niefajną Karoliną, więc nie musi starać się podjąć decyzji. Nawet jak nic nie zrobi, to decyzja będzie podjęta.

Możemy próbować uznać, że pytanie dramaturgiczne to: "Czy Filipowi uda się złapać chłopaka?", ale Filip zaczyna realizować ten cel na koniec filmu.


WOJTEK I AGATA
Wojtek chce się oświadczyć Agacie, ale w jej domu pojawia się jej były mąż i pierwszy wyznaje jej miłość.

Pytanie gatunkowe: Czy Wojtek i Agata będą parą?

Pytanie dramaturgiczne: Czy Wojtkowi uda się zdobyć na odwagę i wyznać Agacie, że ją kocha?

To pytanie jest czytelne, ale ten konflikt nie jest angażujący, ponieważ nie ma stawki. Nic złego nie może się wydarzyć, jeśli Wojtek wyzna swoje uczucia. Może tylko wygrać. Więc oglądanie mężczyzny, który ma w kieszeni pierścionek i widzi jak były mąż Agaty mości się w jej kuchni zamiast niego, a on wciąż nic nie robi, nie jest angażujące. Przeciwnie: jest irytujące. Wojtek zachowuje się głupio. Może stoi za tym jakaś psychologiczna prawda, ale z powodu bardzo krótkiej ekspozycji nie mamy szansy jej odkryć. Widzimy tylko dorosłego mężczyznę, który zachowuje się głupio i sabotuje swoje szczęście. Przynajmniej na koniec podnosi sprawiedliwą karę.


RUDOLF I SYN
Rudolf jest namawiana przez Karolinę, żeby dać drugą szansę synowi narkomanowi, ale gdy w końcu się zgadza, syn zostaje aresztowany.

Pytanie gatunkowe: Czy Rudolf da synowi drugą szansę?

Pytanie dramaturgiczne: Brak.

Rudolf przez godzinę filmu nie chce mieć kontaktu z synem, a on też nie szuka kontaktu z nią. A potem jak chce, to po prostu do niego idzie i są pogodzeni. Cały konflikt dzieje się w jej głowie. To jest bardzo ciekawa relacja, dlatego że jest nietypowa: matka wyrzekła się dziecka, które zdaje się spoko i nawet ładnie śpiewa. Ale trzeba zbudować wiarygodność tej relacji, czyli pokazać widzowi, dlaczego matka nie chce swojego spoko dziecka. Jedno zdanie: "Kradł, ćpał i mam tego dość" tego nie załatwia. To są tylko słowa, a my widzimy, że ona jest jego matką i że on jest normalnym spoko gościem. Widzimy to i jesteśmy zdystansowani do bohaterki. Rozumiemy, że coś tam pewnie przeżyła strasznego, że się wyrzekła syna, ale nie wiemy co, więc w sumie nic nas to nie obchodzi.

Możemy próbować uznać, że pytanie dramaturgiczne to: "Czy Magdzie uda się odbudować relację Rudolfa i chłopaka?", ale Magda za mało robi, żeby to działanie stało się wątkiem. Dwa razy zadaje pytanie, a reszta dzieje się poza nią. Chłopak przychodzi do radia sam, Rudolf sama decyduje się wybaczyć, sama go znajduje, sama ogląda jego filmy z dzieciństwa i drugi raz go znajduje. To jest wątek Rudolfa.


STEFAN I ANTONI
Samotny Stefan zanosi pomyloną paczkę do pary dziadków, ale stary Antoni myśli, że Stefan to jego syn.

Pytanie gatunkowe: Czy Stefan zostanie częścią życia dziadków?

Pytanie dramaturgiczne: Brak.

Stefan nie musi nic zrobić. To też jest konflikt wewnętrzny i też jest niezrozumiały, bo nie wiadomo, dlaczego Stefan ma tak beznadziejne życie, że nikt go nie zna i nikt go nie lubi. Czego on się boi? Co zrobił ludziom, którzy kiedyś byli blisko niego? Czego nie potrafi w relacjach? Ponieważ jego sytuacja jest niejasna, to niejasne są też jego decyzje: czy on dołącza do rodziny Antoniego, żeby zrobić coś dobrego dla Antoniego, czy żeby zrobić coś dobrego dla siebie? Chce pomóc czy sam tego potrzebuje? Nie wiadomo też, czy to jest trudne, bo nie wiadomo, co on musi w sobie zmienić, żeby w święta, w które i tak nic nie robi, po raz drugi iść do dziadków, których już zna.


KARINA I SZCZEPAN
Szczepan jest otwarty na ludzi, Karina jest zamknięta i nieufna. Szczepan kłóci się z Kariną i wychodzi z domu. Chce się poznać z sąsiadami, ale okazuje się, że nikt nie chce poznawać jego, a nawet sąsiedzi czują się przez niego zagrożeni. Podejrzliwy Zbyszek go porywa, a tymczasem Karina rusza na poszukiwania męża i angażuje do tego wszystkich sąsiadów, którzy wcześniej nie chcieli z nim rozmawiać.

Pytanie gatunkowe: Czy Szczepan i Karina się pogodzą?

Pytanie dramaturgiczne: Czy Szczepanowi uda się zbudować relacje z sąsiadami?

Bardzo dobry konflikt, ponieważ ma dużo przeszkód i zaskoczeń. Im bardziej Szczepan stara się zbudować te relacje, tym bardziej zraża do siebie ludzi i tym większe kłopoty na siebie sprowadza. Dobry producent powiedziałby tak: "Wywalamy te nudy o matkach i synach, staruszkach i pierdołach życiowych, policjantach i niedoszłych kochankach. Dajemy ten wątek jako główny i tego Mikołaja jako drugi, żeby można było dać na plakat cyfrę 4 i wreszcie będzie dobry polski świąteczny film!"


PODSUMOWANIE

Ten film wygląda, jakby do montażowni wszedł producent i powiedział: "Dajcie wszystkie wątki, które nie zmieściły się do trzech poprzednich części i zrobimy czwartą część. Takie rozszerzenie na Playera. To samo, ale więcej i gorzej." Ta opowieść nie tylko nie ma pomysłu, który czyniłby ją wyjątkową (pomysł na film), ale też nie ma pomysłów, które czyniłby wątki angażującymi (pomysły na konflikty). Rozwiązanie pierwszego problemu nie jest łatwe, ale jeśli ktoś nie potrafi uczynić swojej opowieści wyjątkową, to nie powinien jej realizować, bo to strata czasu twórców i widzów. Natomiast rozwiązanie drugiego problemu jest banalne: wystarczyło wszystko w danym wątku podporządkować jednej sprawie. Na przykład tak:

• Mel w drodze do pracy przypomina sobie o akcji w domu dziecka i przez cały dzień próbuje załatwić autobus pełen Mikołajów, ale nikt nie traktuje go poważnie i nowe korporacyjne reguły nie pozwalają na taką spontaniczność.

• Filip i Monika przez cały dzień ścigają chłopaka, który skradł czapkę z martwego zwierza, ale chłopak umyka i oni zamiast go gonić, zbyt długo się obejmują.

• Wojtek przez cały dzień stara się zaprezentować lepiej niż były mąż Agaty. Nie wychodzi, tylko chce ugotować lepsze danie, specjalnie brudzi mu koszulę. Stara się go zniechęcić, skompromitować, wyrzucić na swój radykalnie kulturalny sposób.

• Karolina w drodze do pracy odkrywa, że chłopak jest synem Rudolfa i wbrew przyjaciółce postanawia ich pogodzić i robi to do końca, aż zostaną pogodzeni, albo aż zrozumie, że życie innych ludzi to sprawa tych ludzi.

• Stefan nie zachodzi do dziadków, tylko stary Antoni zachodzi do niego. Szedł za nim, bo go zobaczył w sklepie i myślał, że to jego syn. A teraz nie wie, gdzie mieszka i kim jest. Stefan przez cały film stara się pozbyć Antoniego ze swojego domu, aż na końcu traktuje go jak członka rodziny i spędza z nim święta i wszyscy płaczą.

Oglądając ten film czułem duże zmęczenie jego formą. To jest rwana narracja. To nie jest wielowątkowa opowieść, bo sformułowanie "wielowątkowa opowieść" oznacza, że wiele wątków pracuje razem i dzięki temu tworzy jedną opowieść. Ten film to wiele opowieści połączonych tylko tytułem. To niezwiązane ze sobą opowieści, do których co chwilę jesteśmy wrzucani i z których co chwilę jesteśmy wyrywani. Założenie, żeby oglądać je wszystkie równolegle zamiast jedna po drugiej (jak w filmie nowelowym lub serialu) wydaje mi się absurdalne, ponieważ jest przeciwko widzowi. Mam przekonanie, że jak wszyscy przestaną chcieć robić "kolejne polskie Love Actually", to przyjdzie refleksja: "Dlaczego to jest tak pocięte? Przecież to bez sensu."

Bardzo cenię opowieści, które promują dobre wartości. Fajnie, że święta to czas szczerości i dawania sobie szans. Fajnie, że niedojrzały Wojtek zostaje ukarany i traci miłość, którą przez lata lekceważył. Fajnie, że gej jest spoko sąsiadem i w typowym polskim bloku nikt nie robi z tego problemu. Ale jednak ten film nie ustrzegł się wpadek i promuje również zachowania przemocowe. Rodzice, którzy rozbijają talerze o ścianę na oczach kilkuletniej córki to nie jest spoko. To jest przemoc psychiczna. Osoba, która domaga się intymnej relacji z inną osobą, mimo że ona wielokrotnie powiedziała, że nie chce takiej relacji, to nie jest spoko. To jest molestowanie seksualne. Ten film niestety normalizuje te zjawiska. Pokazuje zwykłym widzom, że można robić awantury w domu, ale jak się nie bije dziecka, to wszystko jest dobrze. To nieprawda. Pokazuje, że w ramach podrywu można szantażować drugą osobę, sabotować jej pozycję zawodową, a nawet porwać, jeśli tylko na końcu podrywana osoba ulegnie i da się pocałować. To nieprawda, nie można.

Moje rady dla autorów "Listów do M. 5":
1 Najpierw pomysł, potem scenariusz
2 Konsultacje dramaturgiczne
3 Konsultacje psychologiczne

Powodzenia!


Jeśli ta analiza czegoś Cię nauczyła, rozważ wsparcie 5 zł na Patronite. Zapraszam też do przeczytania innych analiz:


MIŁOŚĆ DO KWADRATU

Czy ten koncept jest wiargodny? Tak. Czy wszystko inne jest wiarygone? Nie.

CZYTAJ

WSZYSCY MOI PRZYJACIELE NIE ŻYJĄ

Bardzo dobry pomysł, bardzo niedobra opowieść. To nie jest kwestia amerykańskiego gatunku, tylko słabego polskiego scenariusza.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ





O MNIE

Nazywam się Artur Wyrzykowski i jestem analitykiem opowieści. Na zlecenie producentów i scenarzystów analizuję około 70 tekstów rocznie. Prowdzę wykłady i warszaty w różnych miejscach, głównie w StoryLab Pro. Rozwijam i produkuję własne projekty w mojej firmie Bold Humans. Oglądam ponad 200 filmów rocznie.

Na tym poczytnym blogu analizuję polskie filmy i staram się udowodnić, że ich scenariusze są nieskończone. Nowe analizy publikuję dopiero, jak filmy znikają z kin. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino.



FAQ

· Jak wygląda współpraca z tobą?

Analizuję opowieści pod kątem gatunku, konstrukcji dramaturgicznej, przebiegu relacji, konstrukcji scen, przesłania i potencjału rynkowego. Nie jestem konsultantem scenariuszowym, ponieważ pracuję z tekstem, nie z autorem. Dekonstruuję opowieść i proponuję swoje rozwiązania, które autor może wykorzystać, jeśli chce. Najlepiej zgłosić się do mnie na etapie treatmentu lub pierwszej wersji scenariusza, kiedy opowieść dopiero się kształtuje. Albo kiedy wszyscy myślą, że scenariusz jest gotowy i nadaje się do produkcji. Albo kiedy przed zdjęciami okazuje się, że trzeba znacznie ograniczyć ilość scen. Albo kiedy po zdjęciach i zmontowaniu pierwszej wersji jest kłopot.

· Jak wygląda taka analiza?

Tak, jak "Zimna wojna", "Kler", "Juliusz", "Pokot", "Twarz", "Układ Zamknięty" i "Chrzest". Polecam też lekcję z podstaw konstruowania opowieści: "Polot", "Córka trenera", "Dywizjon 303" i "Najlepszy", oraz lekcję z odpowiadania na oczekiwania widza: "Mowa ptaków" i "Prime time".

· Ile to kosztuje?

Jeśli twój film jest już w kinach, to dostaniesz ją za darmo. Jeśli jednak wciąż rozwijasz projekt, to powinieneś mieć budżet na prace literackie. Dla autorów, którzy nie związali się jeszcze z producentami, przygotowałem promocje.

Potrzebujesz analizy? Napisz: artur@nieskonczone.pl

DOUCZKI









NAJMOCNIEJ POLECAM