VOLTA

Scenariusz: Juliusz Machulski

Reżyseria: Juliusz Machulski

Juliusz Machulski był mistrzem. Jednak jak pokazują ostatnie lata jego kariery: czas niszczy wszystko. Większość tego filmu to niestety pokaz absurdów, nielogiczności i braku szacunku dla widza.

"Najlepszą zemstą jest ignorancja." - mówi tajemnicza kobieta w więzieniu. Początek filmu i już autor uczciwie zapowiada, jaka będzie jakość jego opowieści. Wszyscy widzowie inteligentnych komedii wiedzą, że ignorancja to niewiedza. Zatem to zdanie nie ma sensu. "Najlepszą zemstą jest niewiedza." Czy bohaterka najlepiej się zemści, pozbawiając Bruna wiedzy? Oczywiście nie. Z czasem odkrywamy, że chodziło o wykorzystanie niewiedzy w celu zemsty. Czyli bohaterka zemści się dzięki temu, że Bruno nie będzie wiedział, że ona się mści. Ciężko powiedzieć, że to najlepsza zemsta, bo to jedyna możliwa zemsta. Każda intryga opiera się na założeniu, że ofiara nie jest świadoma intrygi. Bruno nie wiedział i dlatego przegrał. Ale zemsta na Brunie to nie ignorancja, tylko pozbawienie go wszystkiego: pieniędzy, pozycji, miłości.

Przez dużą część filmu jesteśmy w dwóch planach czasowych. W jednym Wiki ucieka przed mężczyznami i konfrontuje się z Dychą w pociągu, w drugim dopiero poznaje Agę i znajduje koronę. Jakie zalety z takiego opowiadania mogą płynąć dla opowieści? Na przykład to, co dzieje się w jednym czasie, może przedefiniować to, co dzieje się w drugim. Gdy sceny z dwóch planów czasowych następują po sobie, to widz co chwilę może inaczej je rozumieć, bo co chwilę wie więcej o motywacjach i skutkach działań bohaterów. Poprzez zabieg formalny widz co chwilę orientuje się, że ogląda inną historię, niż jeszcze przed chwilą. Może to być bardzo angażujące i szkoda, że w tym filmie w ogóle nie ma zastosowania. Tutaj wszystko od początku jest jasne i takie pozostaje. Wiedza o tym, co dzieje się w jednym czasie, nie wpływa na postrzeganie tego, co dzieje się w drugim. Więc nie jest to zabieg konstrukcyjny, ale narracyjny, którego celem jest tylko zdynamizowanie akcji. Gdybyśmy oglądali linearną opowieść, to byłaby dokładnie ta sama opowieść, tylko nudna. A tak Wiki na początku ucieka, ktoś ją goni, Dycha jej grozi, więc coś się dzieje.

Podoba mi się ekspozycja Bruna. Jest geniuszem, który widzi wszystko, zna wszystkie języki świata i potrafi znaleźć intrygę tam, gdzie wszyscy widzą przypadek. To jest znakomita zapowiedź postaci, której potem nie ma filmie. Potem Bruno, wielki strateg, który tworzy prezydentów i królów, popełnia serię podstawowych błędów, nie sprawdzając, kim są jego rozmówcy, a nawet kim jest kobieta, którą kocha. To jest niewiarygodne. Rozumiem pomysł, że dwie dziewczyny zwiodły pysznego mistrza intrygi, tylko on w konfrontacji z nimi nie jest mistrzem intrygi. Jest pysznym debiutantem o inteligencji swojego podopiecznego Kazia.

Aga gotuje, marzy o restauracji. Gdy już wiemy, jaka jest jej rola w intrydze, to dopiero ciekawe staje się, kim ona właściwie jest. Czy jest genialną aktorką i kobietą bez serca? Czy nie miała żadnego problemu, żeby przez kilka miesięcy przez całą dobę grać kogoś innego, rozkochać w sobie Bruna, uprawiać z nim seks i zwodzić go wizją wspólnej przyszłości? Dlaczego poświęciła całe swoje życie, przyjaciół, plany, żeby realizować tę zemstę? Dlaczego to jest dla niej ważne? I czy ona w ogóle jest potrzebna w tym układzie? Przecież gdyby ją wyciąć z życia Bruna, to ten pyszny pragmatyk i tak połasiłby się na koronę i próbował ją zdobyć. Po co Aga jest w tym filmie?

Wiki znajduje tajemniczy dziennik w ścianie, ale w ogóle nie chce go otworzyć, tylko robi przerwę na obiad i czeka na Agę. Nawet jeśli takie zachowanie ma wzbudzić u widzów podejrzliwość, że dzieje się coś dziwnego i być może to wszystko jest ustawione, to przecież podsłuchujący je Dycha też powinien być podejrzliwy.

Dycha przekazał swojemu panu, czego się dowiedział i Bruno zagaduje o to swoją ukochaną Agę. Dlaczego Aga nie reaguje na to, że jest podsłuchiwana? Dlaczego nie ma problemu z tym, że jest pozbawiona prywatności i kontrolowana przez Bruna? Nawet jeśli ona zgadza się na to, by realizować plan zemsty, to dlaczego Bruno, geniusz intryg, nie widzi w tym nic podejrzanego? Czy Bruno myśli, że Aga to pies w ciele kobiety? Czy on ją naprawdę kocha, czy tylko ma satysfakcję z jej posiadania?

Sceny historyczne opowiadające dzieje korony są tak nieistotne, że całkiem o nich zapomniałem i przypomniałem sobie dopiero czytając notki do tej poczytnej analizy. Nic z nich nie wynika dla filmu i dla postaci. To jest czysta informacja. Przecież dla zbudowania motywacji Bruna wystarczyłaby scena u antykwariusza, który dowiedziałby się, że korona wygląda na prawdziwą i jest warta dużo pieniędzy. Gdyby chociaż Bruno się uczył czegoś z tych historii i dzięki temu rozwiązał jakąś zagadkę. Albo gdyby ci historyczni bohaterowie popełniali jakiś błędy i na końcu Bruno zrozumiałby, że popełnił taki sam błąd. A jeśli Bruno potrzebuje dowodów do kampanii Kazimierza, to dlaczego nie sprawdza tego, co się dowiedział? Dlaczego opiera się tylko na jednym źródle? Do tego ja, jako widz, czuję się oszukany, że oglądałem kilkunastominutową lekcję historii, która okazała się nieprawdziwa.

Wiki chce wydać dziennik dziadka. Dlaczego? Nie wiemy, co to dla niej znaczy, gdy myślimy jeszcze, że jest zwykłą dziewczyną z kanałów, nie wiemy też na końcu, jakie to miało znaczenie w intrydze. Dziennik jest dla Bruna dowodem na prawdziwość korony, ale dlaczego dążenie do jego wydania ma pomóc dziewczynom w intrydze? Wręcz przeciwnie, przecież jak taki dziennik by wypłynął, to byłoby jasne, że to wszystko jest ustawione.

Bruno i Dycha przyjechali do Kazimierza Dolnego i wyszli sobie porozmawiać pod znakiem z nazwą miasta, aż tu nagle dzwoni do nich Kazimierz Dolny! He he, jakie to śmieszne. Dlaczego nie mogli rozmawiać w aucie? Dlaczego zrobili sobie postój pod znakiem? Po co Kazimierz właściwie dzwoni, skoro nic nie wynika z tej rozmowy?

Oto jak wyglądało pisanie tej sceny:
Autor: Ej, a może oni będą pod znakiem Kazimierz Dolny?
Logika: Po co?
Autor: Nieważne, ale wtedy zadzwoni ten Kazimierz!
Logika: Po co?
Autor: Nieważne, ale będzie śmiesznie. Pół miliona ludzi pójdzie do kina, a ja będę bogaczem.
Po tych słowach autor przepędził logikę i więcej się nią nie interesował.

Najgorsza scena, to jak Dycha kradnie koronę z domu Wiki. Przyłapany przez nią nic nie robi, nie ucieka, nie atakuje, tylko czeka, aż ona podejdzie do niego i zerwie mu czapkę. Dlaczego ona nie krzyczy, nie ucieka, nie atakuje włamywacza, który nocą pojawia się w jej domu? Do tego on się usprawiedliwia, że okrada ją, bo miała być w teatrze. Gdzie tu jest cokolwiek?

Aga i Wiki poszły na basen. Aga wie, że jest podsłuchiwana, więc szczerze może porozmawiać dopiero, jak jest w szatni. Ale skoro nikt ich już nie podsłuchuje, to dlaczego pozostają w swoich rolach i opowiadają sobie fikcyjne życiorysy? A już wiem, przecież widz ich podsłuchuje! Bohaterki nie zachowują się tak, jak normalnie by się zachowali ludzie w tej sytuacji, tylko tak, jak autor sobie życzy.

Olga uciekła z aresztu i ma plan odkupić winy oddając koronę. Czy tak działa prawo w Polsce? Czy sędzia powie: „Oddała pani koronę, to spoko, kasujemy poprzedni wyrok”? To by było logiczne, gdyby ona, jak w amerykańskim filmie, uciekła z więzienia, żeby oczyścić się z zarzutów, za które tam trafiła. Ale pamiętajmy, że polski film kontestuje logikę. Nie jest nawet wyjaśnione, dlaczego Wiki po ucieczce ukrywa się w tym samym mieście w rodzinnym mieszkaniu i nikt jej tam nie szuka.

Bruno ma koronę, może robić co chce. Ale ten rzekomy mistrz intrygi jest dziwnie zainteresowany Wiki, która (na tym etapie naszej wiedzy o filmie) nie ma żadnego planu i nie stanowi żadnego zagrożenia dla Bruna. Więc czego Bruno chce jeszcze od Wiki? I dlaczego Wiki nie robi nic, żeby odzyskać coś, co miało dać jej ułaskawienie? Nastąpiło dziwne pęknięcie opowieści. Bruno ma koronę i nie wiadomo, czego dalej chcą od siebie bohaterowie.

Okazuje się, że kampania Kazimierza to nie kampania na prezydenta podlublińskiej wsi, tylko na prezydenta Polski. Ciekawe, czy ktokolwiek z widzów to uwierzył. Autor naiwnie zakłada, że można nie pokazać skali czegoś tak oczywistego jak kampania, tylko określić tę skalę w dialogu i wszyscy uwierzą, że prezydenta Polski może wypromować jedna osoba z domu gdzieś na wsi.

Jednak najgorsza scena to przejażdżka windą. Co tu się dzieje? Jakieś epizodyczne postacie rozmawiają ze sobą na temat czegoś, co nie ma żadnego znaczenia dla naszych bohaterów i przebiegu akcji. Szef stacji krytykuje pracownika, a gdy pracownik powie coś niby śmiesznego i niby błyskotliwego, to szef stacji tak się tym podnieca, że oddaje mu zegarek. W moim żenadomierzu pękła szybka.

Kolejna scena bez znaczenia to wywiad Kazimierza u Moniki Olejnik. Wywiad idzie nie po myśli Bruna i co z tego wynika? Czy Bruno ma z tego powodu jakiś problem do rozwiązania w jakimkolwiek wątku? Czy poparcia dla Kazimierza zmalało przez to z 0,1% na 0,09%? Czy naprawdę możliwe jest, żeby na tego pajaca ktokolwiek zagłosował? To pytanie retoryczne, bo jak pokazuje historia, w Polsce wszystko jest możliwe. Ale dlaczego dla Bruna ważne jest, żeby Kazimierz został prezydentem? Czy on chce komuś coś udowodnić? Czy tak bardzo pragnie premii? Dlaczego ten bogacz potrzebuje kolejnych milionów? Czy w tym wątku jest jakaś stawka?

Bruno przybywa do antykwariatu z Agą i ukradzioną koroną. Przecież przed chwilą mówił jej, że każdy ma zajmować się swoimi sprawami. Do czego ona jest mu tutaj potrzebna? Dlaczego już nie kryje się z tym, że jest złodziejem i okrada jej koleżanki? Od kiedy ona nie ma z tym problemu? Czy ona tu przyjechała jako więzień?

Jednak najgorsza z najgorszych scen to Bruno kontra karły. Oglądanie, jak wesoły Bruno macha pudełkiem wartym 12 milionów euro, ale puszcza je, gdy złapie za nie zamaskowany karzeł, a potem wszyscy nieporadnie się gonią i w efekcie nikt nikogo nie łapie, było dla mnie, purysty scenariuszowego, nieopisaną torturą. Jestem oburzony, bo płacę za bilet, przychodzę w dobrej wierze, a autor nie ma do mnie szacunku. Proszę mnie odliczyć od tego znakomitego wyniku pół miliona widzów. Cofam swoje widzenie tego filmu.

Bruno razem z koroną stracił resztki zdrowego rozsądku. Pożycza od partii milion euro, bo twierdzi, że pieniądze na przynętę muszą być prawdziwe. Dlaczego muszą? Czy pozwoliłby Wiki sprawdzać je przez kilka godzin? Dlaczego nie może wziąć 10 tysięcy i ułożyć ich na wierzchu walizki wypakowanej papierem? Dlaczego nie może zrobić tego, co już raz zadziałało, czyli wysłać Dychę do mieszkania Wiki, który powie: „Miałaś być w teatrze!” i zabierze koronę?

Jak to możliwe, że Bruno nie wiedział, kto jest szefem partii i kto z nim podpisał umowę? Czy Bruno jest kurierem, czy człowiekiem, który ma osiągnąć największy sukces tej partii? Czy ta partia poważnie traktuje te wybory?

Pojedynek w pociągu. Wiki przed chwilą nie chciała sprzedać korony, ale po chwili nie wiadomo dlaczego zmienia zdanie. Bruno chce zabrać koronę i pieniądze, ale nagle pojawia się kelnerka-karateczka. Jak to możliwe, że ona tu w ogóle jest? Czy cały ten pociąg jest ustawiony pod intrygę Wiki i czekał na nią, by ruszyć jak tylko ona wbiegnie do środka? Dlaczego karateczka nie mogła od razu zakaratekować Bruna i zabrać mu pieniędzy, skoro i tak to później robi? Po co Wiki czekała na próbę oszustwa, skoro nic z tego nie wynika?

Na koniec zabawny przykład, jak starzy ludzie postrzegają internet: bohaterki mają jakiegoś tam brata ciotecznego, nieobecnego w filmie mistrza komputerów, który może bez problemu zrobić wszystko, czego akurat autor potrzebuje do uprawdopodobnienia przed widzami swojej nieprawdopodobnej historii. Według autora, ten komputerowy geniusz może umieszczać i kasować linki, tak by Bruno trafiał tylko na fałszywe informacje. Na szczęście prawdziwy internet w prawdziwym świecie tak nie działa i gdyby Bruno nie miał inteligencji Kazia, to od razu odkryłby informacje sprzeczne z tymi, które zamieszczała trójka Drombo.

Rozmyślam, jaki tak naprawdę był plan dziewczyn? Jeśli chciały okraść Bruna, to w jaki sposób wpłynęły na niego, żeby pożyczył pieniądze z partii? Przecież Bruno w tej kwestii nie był w żaden sposób inspirowany. Skąd wiedziały, że wsiądzie z tymi pieniądzmi do pociągu, ale nie wsiądą już goniący Wiki pomagierzy? Skąd wiedziały, że wystarczy jedna karateczka, by okraść Bruna i Dychę? Skoro i tak go okradły, to dlaczego nie chciały sprzedać mu korony za ten milion? Przecież i tak by kupił wierząc, że zarobi kilkanaście razy tyle. Nawet gdy już stracił pieniądze, to nie widzi problemu, bo myśli, że odzyska je sprzedając koronę.

Pośród tych wszystkich zasmucających scen są jednak przebłyski dawnego talentu mistrza. Bardzo śmieszna jest postać Kazimierza Dolnego i jego relacja z Brunem. Znakomite są żarty zbudowane na naiwności i ignorancji Kazia, zderzone z błyskotliwością i irytacją Bruna. Znakomita jest też postać Złotoustego, który windykuje dłużników partii. Jednak gdy do kin wejdzie następny film Juliusza Machulskiego, zostanę w domu, żeby po raz kolejny obejrzeć "Seksmisję".


Przeczytaj inne analizy

TARAPATY

Ten film ma wiele rzeczy, których nie ma większość polskich filmów: bohatera, cel, przeszkody, przemianę. Jednak ocierając łzy radości, widzę, że ma też mnóstwo naiwności, niewiarygodności i niekonsekwencji.

CZYTAJ

AMOK

Za rok już nic nie będę pamiętać z tego filmu. Dlaczego jedne filmy długo się pamięta, a inne szybko zapomina? Odpowiedź, jak zawsze, tkwi w scenariuszu.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Na tym poczytnym blogu z humorem punktuję słabości i niekonsekwencje analizowanych produkcji, starając się udowodnić, że ich scenariusze są nieskończone. Nowe analizy publikuję dopiero, jak filmy znikają z kin. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. A jeśli ktoś marzy o takiej analizie swojego tekstu, zapraszam do przeczytania FAQ.

Artur Wyrzykowski

FAQ

· Hej Artur! Co ty właściwie robisz?

Jestem analitykiem. Czytam teksty i analizuję je pod kątem gatunku, konstrukcji opowieści, przebiegu wątków, przebiegu postaci, relacji, konstrukcji scen, przesłania.

· Czyli jesteś konsultantem scenariuszowym?

Nie. Zadaniem konsultanta jest towarzyszenie autorowi w procesie tworzenia. Konsultant nie daje autorowi gotowych rozwiązań, tylko poprzez zadawanie właściwych pytań uświadamia mu słabości w jego tekście i nakierowuje na lepsze rozwiązania. Wierzę, że każdy autor potrzebuje konsultanta i mogę wielu polecić. Ja natomiast pracuję z tekstem, nie z autorem. Dekonstruuję opowieść i proponuję swoje rozwiązania, które autor może wykorzystać, jeśli chce. Najlepiej zgłosić się do mnie, kiedy wszyscy myślą, że scenariusz jest gotowy i nadaje się do produkcji.

· Jak to właściwie wygląda?

Tak jak moja modelowa analiza "Pokotu", "Twarzy", "Układu Zamkniętego" lub "Chrztu". Przy okazji polecam też lekcję z podstaw konstruowanai opowieści: "Dywizjon 303" i "Najlepszy".

· Ile kosztuje taka znakomita, modelowa analiza?

Jeśli Twój film jest już w kinach, to dostaniesz ją za darmo. Jeśli jednak wciąż rozwijasz projekt, to powinieneś mieć budżet na prace literackie. Dla autorów, którzy nie związali się jeszcze z producentami, przygotowałem promocje.

Masz projekt? Napisz: halo@arturwyrzykowski.pl

DOUCZKI






POLECAM

W kinach od 2 listopada:



W kinach od 9 listopada:

NAJMOCNIEJ POLECAM