WIELKA WODA

Scenariusz: Kasper Bajon, Kinga Krzemińska

Reżyseria: Jan Holoubek, Bartłomiej Ignaciuk

Ta opowieść przez długi czas jest bardzo angażująca, ponieważ składa wiele bardzo atrakcyjnych obietnic. Jednak na końcu może się wydawać rozczarowująca, ponieważ te obietnice nie zostają spełnione. Nie ma kulminacji katastrofy, a rozwiązanie najbardziej emocjonującego konfliktu ze śmiercią dziecka jest absurdalnie słabe.


OBIETNICE DRAMATURGICZNE

Dużo konfliktów, stawki są wysokie. Jest co oglądać, są nerwy!
• Czy miasto powstrzyma wielką powódź?
• Czy Jaśmina przekona niekompetentnych mężczyzn?
• Czy Kuba zapanuje nad niekompetentnymi urzędnikami?
• Czy Andrzej i mieszkańcy Kęt powstrzymają zalanie wsi i pogrążą Wrocław?
• Czy Jaśminie uda się uratować mamę?
• Czy Jaśmina przyzna się Klarze, że jest jej mamą?
• Czy Jaśmina poradzi sobie z uzależnieniem od narkotyków?
• Czy Jaśmina i Kuba poradzą sobie ze śmiercią córki?
• Czy krokodyl kogoś pożre?


TEMAT I PRZESŁANIE

To opowieść o odpowiedzialności. Ten temat jest obecny we wszystkich wątkach, czyli postacie i konflikty są dobrze wymyślone i tworzą spójną opowieść.

Jaśmina jest odpowiedzialna za miasto, ale nie czuje się odpowiedzialna za swoją mamę i córkę.

Kuba jest odpowiedzialny za swoją córkę i nawet nieswoją mamę, a jako kandydat na prezydenta chce jeszcze więcej odpowiedzialności za miasto.

Andrzej z Kęt jest odpowiedzialny za dziedzictwo ojca, a z czasem za całą wieś.

Wiele osób z tego świata albo nie czuje odpowiedzialności za zbliżającą się katastrofę, albo nie ma kompetencji, by skutecznie przyjąć tę odpowiedzialność.

W ramach tego tematu opowieść ma dla widzów przesłanie: Brak odpowiedzialności prowadzi do katastrofy. Chociaż to przesłanie jest obecne, to może być nieczytelne. Byłoby czytelne, gdyby wynikało z przemian głównych postaci.


PRZEMIANY

Jaśmina, walcząc o miasto, rozumie, że bez jej odpowiedzialności za mamę, mamę czeka katastrofa. Zmienia swoją relację z mamą i dzięki temu mama unika katastrofy. Szkoda, że podobnego przebiegu nie ma w najważniejszej relacji w filmie - Jaśmina i Klara. Ona nie musi zostać odpowiedzialną mamą, ponieważ to nikomu nie jest potrzebne. Klara nie ma żadnego problemu w życiu. Nie przeszkadza jej nawet ciągle nieobecny tata. Klara po prostu jest ciekawa, kto jest jej mamą. Brak odpowiedzialnego zachowania Jaśminy nie doprowadzi Klary do żadnej katastrofy.

Kuba, walcząc o miasto, staje przed wyborem: bezpieczeństwo ludzi albo kariera. Ta sytuacja i późniejsze zachowanie Kuby nie są czytelne. Nie wiadomo, kim dla niego jest minister, co może mu obiecać i co może mu zabrać. On już jest kandydatem, kampania już trwa. Czyli stawka konfliktu z ministrem jest nieznana, ponieważ nic nie wiadomo na temat relacji Kuby z partią. Dlatego dla widzów jest jasne, że gdy po rozmowie z ministrem podpisuje dokument, to zgadza się na wysadzenie wałów w Kętach. Czyli mimo szantażu postępuje uczciwie. Potwierdza to wojskowa wyprawa do Kęt - gdyby nie mieli zgody Kuby, nie pojechaliby na wysadzanie wałów. Więc dlaczego, mimo tej nieugiętości wobec szantażu, tego samego dnia Kuba przyjmuje ministerialną narrację na konferencji prasowej i kłamie na temat zagrożenia? Nie ma procesu, którego efektem jest ta zmiana. Jest jasne, że jego rezygnacja z odpowiedzialności doprowadziła miasto do katastrofy. Jednak nie wiadomo, dlaczego nagle zrezygnował.

Andrzej, walcząc o wieś, cały czas zachowuje się odpowiedzialnie, ale z czasem widzi, że koszt jego odpowiedzialności za lokalną społeczność zapłacili mieszkańcy Wrocławia. Jednak nie wiadomo, co wynika z faktu, że to widzi. Czy kogoś przeprasza? Czy pomaga potem remontować miasto, porzucając remont rodzinnego domu? Czy pomaga zrujnowanym mieszkańcom swoimi niemieckimi markami? Czy na końcu w sądzie przyznaje się i prosi o karę? Nie wiadomo, nie został opowiedziany proces odkrywania, że błędne poczucie odpowiedzialności prowadzi do katastrofy.

Dodatkową przeszkodą w zrozumieniu przesłania jest końcowa rozmowa Jaśminy z Andrzejem. Zdaje się, że on przez rok się zmienił i przyznaje jej rację, ale ona go usprawiedliwia, mówiąc, że każdy miał swoje racje. Dlaczego genialna hydrolożka nagle mówi takie głupoty? Czy ona w tej powodzi straciła swój rozsądek? Ludzie w Kętach to społeczni terroryści. Andrzej dowodził grupą terrorystów, która, walcząc z policją i wojskiem, zatopiła miasto. Powinien iść do więzienia. Za chwilę jest napis, że w tej powodzi zginęło 56 osób. To znaczy, że kierowana przez Andrzeja organizacja wiejskich terrorystów zapłaciła mniej więcej jednym życiem za jeden dom w tej wsi. Twierdzenie Jaśminy, że każdy miał swoje racje, jest wyrzeczeniem się poczucia odpowiedzialności za społeczeństwo. A włożenie takiego dialogu na koniec serialu jest szkodliwe, ponieważ relatywizuje terroryzm społeczny.


PROBLEMY FABULARNE

Wiele osób mówi, że to amerykański serial. To prawda, pierwsze epizody składają obietnicę zagranicznej jakości. Śmierć Klary na końcu czwartego epizodu to super pomysł. Ale wtedy do pokoju scenarzystów przyszedł prezes Polski i kazał repolonizować ten serial. Dotarłem do stenogramu z tego spotkania:

- Nie będziecie mi tu pisać zagranicznych seriali. To jest Polska!
- Ale już cztery epizody napisane i nakręcone!
- No i wystarczy. Wymyśliliście najlepszy pomysł świata z zabiciem córki, to teraz wymyślcie najgorszy pomysł świata.
- To damy, że córka jednak żyje.
- Za mało! Ona musi przeżyć w taki sposób, żeby to było totalnie bez sensu.
- To zrobimy tak, że Klara spotkała pod wodą jakąś dziewczynę, która wyglądała podobnie do niej i ta dziewczyna dała jej aparat tlenowy, żeby się nie utopiła, i jeszcze jej powiedziała: „Ale masz super bluzę, może chcesz się wymienić za gwizdek? Jak się wymienisz, to powiem ci, gdzie jest melina dilerów. Możesz tam sobie iść po nic i nikt nie będzie zwracać na ciebie uwagi. A ja tu sobie założę twoją bluzę i umrę, żeby wszyscy myśleli, że to ty umarłaś.”
- Dobre, bo polskie.
- A co z krokodylem?
- W Polsce nie ma krokodyli!
- Ale już uciekł z zoo. Niech kogoś pożre.
- Nikogo nie pożre. Repolonizujemy wszystkie konflikty.

To jest opowieść o nadciągającej katastrofie. Jaśmina mówi: „Tego miasta praktycznie już nie ma” albo „Będzie rzeźnia”. Katastrofy nie udało się powstrzymać, przyszła powódź tysiąclecia i co: to miasto wciąż jest, tylko przez kilka dni kilka dzielnic jest zalanych. Nie ma obiecanej rzeźni. Niby trzeba chodzić w wodzie, niby jakiś typ, którego widzieliśmy przez chwilę w windzie, się utopił, ale poza tym jest spoko. Nie ma dramatu. Nikt z bohaterów nic nie traci. Umiera stary ojciec Andrzeja, który jest tak stary i chory, że i tak wkrótce by umarł. Wszystko jest letnie. To jest najbardziej anty katastroficzna kulminacja w historii opowieści katastroficznych.

Dlaczego Jaśmina, genialna hydrolożka z Utrechtu, zrobiła model, który prezentuje swoim zleceniodawcom, i nie sprawdziła, że jej mapa jest sprzed 30 lat? Przecież, jak się okazuje, to jest czytelna informacja w rogu mapy i wystarczy sekunda, żeby ją zobaczyć. Dlaczego ona jest tak niedbała? Przecież wie, że stawką jest bezpieczeństwo miasta.

Dlaczego Jaśmina kazała zawracać helikopter, przychodzi rano na spotkanie sztabu i po minucie obrażona wychodzi? Przecież ona wróciła, żeby uratować ludzi. Dlaczego tak łatwo rezygnuje z tej walki? Przecież to nie jest jej pierwsze spotkanie z nimi - wiedziała, do jakiej grupy wraca.

Dlaczego Jaśmina chciała spotkać się z córką, ale gdy Klara przychodzi do niej do hotelu, to ona zamiast ją poznawać, dzwoni do Kuby i sabotuje swoje spotkanie? Gdy Kuba przychodzi, Jaśmina mówi mu, że kompletnie nie jest gotowa na relację z Klarą. Dlaczego to się zmieniło w ciągu kilku godzin?

Dlaczego Kuba okłamuje ludzi, że nic im nie grodzi? Przecież wie, że przez jego kłamstwo wiele osób nie będzie mogło się przygotować. Przez jego kłamstwo jakiś typ może zejść do piwnicy i się utopić. To by miało sens, gdyby wybory odbywały się przed powodzią. Dlaczego on nie myśli, że okłamując ludzi, straci ich zaufanie? Dokładnie to potem się dzieje. Dlaczego on sabotuje swoją karierę, skoro zdaje się, że kłamie dla dobra swojej kariery?

Dlaczego Klara w powódź tysiąclecia wyrusza na poszukiwanie jakiejś kamienicy? Co ona spodziewa się tam znaleźć? Wszyscy mówią, że taka mądra. Ale trzy osoby powiedziały jej, żeby nie wychodziła z domu, bo jest powódź. Nawet w windzie czwarty powtórzył to jej sąsiad. Więc dlaczego ta mądra dziewczyna okazuje się tak głupia? To by miało sens, gdyby ona szła odkryć coś, co jest ograniczone w czasie. Na przykład: gdyby chciała dojść do hotelu Jaśminy, która mówiła, że wyjedzie, zanim powódź wtargnie do miasta.

Andrzej ma pół wątku z synem i żoną, która przez telefon pyta go, czy już nacieszył się wolnością. Co jest między nimi? Czy Andrzej zostawia tę rodzinę? Czy waha się, czy ich zostawiać? Po co syn do niego przyjechał tak naprawdę? Czy chce przekonać tatę, żeby nie zostawiał mamy? Czy chce go przekonać do odpowiedzialności za rodzinę w Niemczech? Oni rozmawiają o odpowiedzialności za dom i za miasto, ale czy ich relacja jakoś się zmienia? Czy oni coś odkrywają na swój temat?

Mieszkańcy Kęt nie mają dylematu, czy płacić majątkiem tysięcy ludzi za swoje bezpieczeństwo ekonomiczne. Czy mają świadomość, jakie będą konsekwencje ich egoizmu? Zdaje się, że ich zachowanie to nie jest trudna decyzja po długim wahaniu, tylko brak wyobraźni.

Mieszkańcy Wrocławia rozpoznają Andrzeja i słusznie zarzucają mu, że zatopił ich miasto. Ale jedyne, co robią, to go wyzywają, malują mu auto i przebijają opony. Trudno o bardziej życzliwych wrogów. Dlaczego nikt mu nie połamał ręki? Dlaczego nikt nie skopał jego syna? Gdyby Andrzej musiał ratować dziecko przez wściekłym tłumem, miałby szansę coś zrozumieć. Teraz płynie przez miasto, patrzy na ludzi, na Kubę, ale nie wiadomo, co wynika z tego patrzenia. Dlaczego dwaj wielcy wrogowie są razem na łodzi i między nimi nic nie ma? Dlaczego nie rozmawiają, nie kłócą się, nie walczą? Po co są razem na łodzi, jeśli nic z tego nie wynika?

Dobrze, że nie ma romansu między dawnymi kochankami Jaśminą i Kubą, ale niedobrze, że żadne z nich nie chce tego romansu. Ona się zmieniła, jest ogarnięta i pewna siebie, ale on naiwnie mógłby wierzyć, że jednak będą szczęśliwą rodziną.

Kalosz to anioł przebrany za narkomana. Jest zawsze tam, gdzie Jaśmina potrzebuje anioła. Rabuje sklep naprzeciwko jej mieszkania. Zgadza się zdobyć dla niej narkotyki, mimo że ona wcześniej niemiło nim pogardziła. Zgadza się pomóc jej transportować gigamamę na piętro. Ponieważ jest aniołem, to kulminacja wątku ratowania mamy jest pozbawiona napięcia, ponieważ wszystko świetnie działa. Lina nie pęka, mama się nie zsuwa, nie trzeba nic robić. Nie ma konfliktu, jest tylko ilustracja pomysłowości Jaśminy. Na końcu Kalosz pojawia się w melinie i ratuje ją przed powrotem do nałogu - chociaż wcześniej nie miał problemu, żeby załatwiać jej narkotyki.

Gdzie są ujęcia na profesora Nowaka, który z 20 piętra patrzy, jak jego ukochane miasto pochłania woda? Czy płacze, że był głupi? Czy skompromitowany chce się zabić? Gdzie przerażone twarze wojewody i prezydenta miasta? Gdzie kierownik z Gierżoniowa, który w wrocławskim domu walczy o życie? Gdzie łzy niekompetentnych ignorantów?


POMYSŁ

W każdej angażującej opowieści katastroficznej kulminacja wątku katastroficznego powinna być połączona z kulminacją wątku obyczajowego. Na przykład tak:

Klara się znalazła, ale woda wciąż się podnosi. Nie może zostać w melinie, bo wkrótce woda wszystko zaleje. Ale Jaśmina już wzięła heroinę i teraz naćpana musi prowadzić córkę do domu. Ma dylemat, czy w takiej sytuacji brać na siebie odpowiedzialność za jej życie. Jak 14 lat temu, ma wrażenie, że nie nadaje się na mamę. Ale idą. Ponieważ Jaśmina jest naćpana, popełnia błędy i przez nią Klara prawie się topi. A gdy Jaśmina próbuje ją ratować, pojawia się krokodyl. Jaśmina ryzykuje życie, żeby uratować córkę. Wtedy pojawiają się anioły - albo z meliny, albo zwykli mieszkańcy miasta, albo przepływający z ciałem taty Andrzej. Solidarność zwycięża.

Można dyskutować i poprawiać ten pomysł, ale w tej propozycji jest już coś, czego nie ma w kulminacji serialu: przeszkody i nerwy. Jaśmina nie tylko zwiedza z Klarą zalane miasto i gra w gry słowne, ale musi naprawdę walczyć o życie córki, a jej największą przeciwniczką jest powódź.


Jeśli ta analiza czegoś Cię nauczyła, rozważ wsparcie 5 zł na Patronite. Zapraszam też do przeczytania innych analiz:


OSTATNIA WIECZERZA

Wspaniale zrealizowana opowieść bez bohatera, bez przesłania, niespójna gatunkowo. Ale jest tu kilka minut złota, gdy biednemu przeorowi nie wyszło przywoływanie szatana.

BROAD PEAK

Ekspozycja bohatera trwa godzinę, czyli 2/3 filmu. Zaburzenie pojawia się w 65 minucie, a decyzja kończąca pierwszy akt zostaje podjęta w 70 minucie filmu. Drugi akt trwa 10 minut i trzeci akt trwa 10 minut. Co wynika z takiej nietypowej konstrukcji?

POWRÓT DO LISTY ANALIZ





O MNIE


Nazywam się Artur Wyrzykowski i jestem analitykiem opowieści. Prowadziłem prace scenariuszowe filmów i seriali, analizowałem ponad 70 tekstów rocznie i wykładałem w różnych miejscach, głównie w StoryLab Pro. Teraz skupiam się na moim debiucie, który będę produkować w mojej firmie Bold Humans.

Do końca 2022 roku nie przyjmuję zleceń na analizy. Czas, który miałbym poświęcać na pomoc innym w rozwoju ich opowieści, poświęcę na pomoc sobie. Ale jeśli jesteś producentą/em w kryzysowej sytuacji i jesteś gotowa/y wydać dużo pieniędzy, żeby wyjść z tego kryzysu, to napisz: artur@nieskonczone.pl

Na tym poczytnym blogu analizuję polskie filmy i staram się udowodnić, że ich scenariusze są nieskończone. Jeśli moje analizy są dla Ciebie wartościowe, zachęcam do wsparcia:



DOUCZKI












MOJE FILMY