CARTE BLANCHE

Scenariusz: Jacek Lusiński

Reżyseria: Jacek Lusiński

Jestem rozczarowany. Zamiast wzruszającej opowieści o pięknie życia dostałem opowieść o egoiście, któremu życzę jak najgorzej. Zaraz wyjaśnię, dlaczego mu tak życzę, najpierw pomówmy o czym to w ogóle jest film.

Na końcu Kacper mówi: „Jestem gotowy” i wchodzi w świat pary, w którym wzrok nie jest mu potrzebny. To jest szczęśliwe zakończenie. Spoko, tylko ja nie mam poczucia, że ten film było o jego dojrzewaniu do akceptacji swojego losu. Kacper szybko się pogodził z tym, co go czeka i umiejętnie się na to przygotował. Wtajemniczył swojego przyjaciela, liczył kroki w szkole, zmanipulował klasę 3B. To nie jest film o człowieku, który próbował nauczyć się żyć ze strasznym nieszczęściem, jakie na niego spadło. To film o człowieku, który postanowił wszystkich oszukać.

No właśnie! Przy całym współczuciu dla tragedii Kacpra i przy całym uznaniu dla jego umiejętności aktorskich i determinacji w walce o swoje życie, to jednak jest to nieodpowiedzialny egoista. Być może nie zrobił nic niezgodnego z prawem, ale zrobił rzecz bardzo nieodpowiedzialną z punktu widzenia pedagoga, a już największym skandalem było, kiedy zaproponował Ewie ślub. Wtedy pomyślałem: „O ty chamie, obyś słuch jeszcze stracił i nogi.” To jest świadome niszczenie życia innym ludziom. To jest budowanie ich nadziei, wyobrażeń i marzeń o przyszłości, składanie im obietnicy szczęścia ze świadomością, że ta obietnica nie zostanie spełniona. To jest bardzo okrutne. W tym momencie znienawidziłem tego bohatera. Oglądając czekałem tylko, aż wpadnie pod samochód albo pójdzie do więzienia. Co za skandal!

Bohater, któremu życzę spektakularnej i bolesnej klęski, zamiast pragnąć jego sukcesu, to kłopot. Oczywiście można budować takie opowieści, tylko po pierwsze: mam poczucie, że autorowi chodziło o coś innego, gdy sięgał po historię tracącego wzrok nauczyciela, a po drugie: w takiej opowieści muszą być inne postaci, którym można kibicować. Niestety tutaj trafiamy na kolejny kłopot: nie ma komu kibicować. Nie ma pozytywnych postaci.

Wiktor to cham i prostak. W ostentacyjny sposób nie szanuje żony, więc gdy wreszcie zostaje porzucony, to z ulgą odbieram to jako istnienie sprawiedliwości, która z czasem dosięgnie też Kacpra.

Szkoda, że Kacper swoją walką w żaden sposób nie wpływa na Wiktora, nie zmienia go, nie uczy, że rodzina jest najważniejsza. Kacper nie budzi podziwu Wiktora, tylko jego niezrozumienie i irytację.

Klara jest tajemnicą. Niby zbuntowana nastolatka, która pali papierosy i nie jeździ na wycieczki, a tak naprawdę jest ofiarą w patologicznym domu. Przez większość filmu wszystko, co o niej myślimy jest nieprawdą.

Szkoda, że Kacper swoją walką w żaden sposób nie wpływa na Klarę. Gdyby naprawdę była zbuntowana, olewała szkołę i maturę, to mógłby się nią zaopiekować, sprawić by przy nim dojrzała, nie marnowała sobie życia paląc papierosy, tylko zdała maturę i poszła na studia. Niestety Kacper nie ma wpływu na jej życie, nawet w tej konfiguracji z patologiczną rodziną. Klara po maturze tam wróci i będzie miała takie same problemy, jak wcześniej.

Ewa to schizofreniczka. Jej zachowanie jest absurdalne. Najpierw nie lubi Kacpra, co manifestuje niemiłym komentarzem, gdy wchodzi zabrać pomylony dziennik. Potem są super kumplami, gdy na zebraniu grają w jakieś gierki pod stolikiem. Potem się obraża nie wiadomo na co i wyjaśnia to dopiero kilka tygodniu później na wycieczce. (Jak to możliwe, że przez kilka tygodni o tym nie gadali?!) Następnego dnia rzuca się na Kacpra na plaży i ma z nim seks. Potem przez kolejne tygodnie spędza z nim kilka godzin dziennie w najróżniejszych sytuacjach i nie zauważa, że on nie widzi. Zgadza się nawet na ślub, ale rezygnuje, gdy Kacper łaskawie w trakcie przeprowadzki wyznaje jej swoją tajemnicę. (To wyznanie też jest z kosmosu. Chyba z nudów jej to mówi, żeby coś się działo, bo transport się spóźnia.) Potem zamiast z wściekłością go pobić i zwyzywać od egoistów, to zapłakana opowiada mu historię swojego smutnego życia i tłumaczy się, dlaczego nie chce ślubu. A na koniec znów jest miło i są kumplami, w ogóle nie przeszkadza jej to, że ją oszukał i chciał zmarnować jej życie. Ewa jest albo głupia, albo, co gorsze i bardziej prawdopodobne, nie jest w ogóle postacią. Jest figurą, która sama w sobie nie zachowuje logiki, ale jest użyteczna w przebiegu intrygi konstruowanej przez autora.

W tym przypadku też szkoda, że Kacper swoją walką w żaden sposób na nią nie wpływa. Ewa mogłaby być kobietą, która za wszystko wini siebie, każdego dnia poświęca się dla dobra syna i nie daje sobie prawa do szczęścia, a Kacper mógłby ją ośmielić, odkryć przed nią jej własne piękno, nauczyć ją cieszyć się życiem.

Także cała ta opowieść rozgrywa się między czwórką bohaterów, którzy nic mnie nie obchodzą. Między nimi tak naprawdę nic się nie dzieje, nic się nie zmienia, ich relacje się nie rozwijają. Jest nudno. Są czasem ciekawe sceny, nawet żarty, ale ogólnie jest bardzo nudno. W wątkach postaci drugoplanowych nie ma żadnego napięcia, a jedyne napięcie związane z głównym bohaterem, to pytanie: Kiedy wreszcie to wszystko mu się zawali. Nie ma konfliktu, który niósłby ten film.

Niezależnie od tego, na ile ta historia jest prawdziwa, to jest po prostu niewiarygodna. Każdy widz, a na pewno ja, ma tysiąc pytań, jak to jest możliwe, że nikt tego nie zauważył. Przecież Kacper ucząc w takim liceum powinien uczyć więcej, niż jedną klasę. Powinien mieć 10 klas. To w sumie 300 osób, które powinny być co najmniej zdziwione tym, że nagle przestał pisać na tablicy i sprawdzać dziennik. Co z klasówkami, jak w końcu je sprawdzał, kiedy już nic nie widział? Co z kolegami, czy w tej szkole pracuje tylko 5 osób? Czy na przerwach, czy w autobusie, czy po lekcjach nie był zagadywany przez żadnego z 50 pracowników tej szkoły? Czy nie ma innych znajomych oprócz Wiktora? Wszystko to jest dziwne. Cały świat w tym filmie został bardzo okrojony, żeby uprawdopodobnić oszustwo bohatera, tylko właśnie to okrojenie obniża prawdopodobieństwo całej historii.

Tytuł. Swoboda działania udzielona przez kogoś. O co chodzi? Że bohater sam sobie daje carte blanche i robi co chce? Jest panem swojego losu? Może, tylko nikt tego nie zrozumie. Dlaczego nie ma żadnego odwołania do tego tytułu w filmie? Dlaczego Kacper na pierwszej lekcji, którą prowadzi, mówi o jakimś wyrzucaniu przez okna, zamiast opowiedzieć anegdotę o tym, jak ktoś dostał carte blache i że najważniejsza jest wolność i możliwość samostanowienia itd? W każdym amerykańskim filmie byłby taki początek. I bardzo dobrze, bo to byłby lepszy początek.

Kończy się film i pojawiają się napisy. Z tekstu wyświetlanego na ekranie dowiaduję się o pięknych rzeczach: pani dyrektor go nie zwolniła i uczy dalej. To jest najciekawsza rzecz w tym filmie! Dlaczego nie ma jej w tym filmie?

Czy historia gościa, który traci wzrok i postanawia wszystkich oszukać, w ogóle nadaje się na film? Najlepszą referencją jest tutaj jeden z najpiękniejszych filmów świata, czyli „Motyl i skafander”. To film, który jest pochwałą życia, pokazuje jego piękno i tęsknotę po jego stracie. Pokazuje, że życiem można cieszyć się zawsze i zawsze trzeba o nie walczyć. To film, który uszlachetnia, wzrusza i zmienia ludzi.

Co musiałoby się wydarzyć, żeby „Carte blanche” było takim filmem? Bohater musiałby przestać być egoistą. Musiałby albo w ogóle nie robić tego, co robi, albo robić to nie dla siebie, z jakiegoś lepszego powodu. Na przykład dla Klary, żeby jej pomóc skończyć szkołę. Może nawet by się w niej zakochał, ale wiedziałby, że nigdy nie mogą być razem. Zaryzykowałby wszystko, nawet pójście do więzienia, tylko po to, żeby dać jej szansę na lepsze życie. Na końcu, gdy dzięki niemu zdałaby maturę, wzięłaby go za rękę i powiedziała, że wie o jego tajemnicy i że teraz, kiedy nie jest jego uczennicą, mogą iść razem na piwo. I on czując jej rękę by się wzruszył, bo tego właśnie pragnął w największych marzeniach, ale wiedziałby też, że nie może nic zrobić, bo byłby dla niej ciężarem, a przecież walczył o lepsze życie dla niej. Więc zabrałby rękę i odszedł mówiąc, że się więcej nie zobaczą. Ja wtedy się wzruszam i myślę „Dajcie mu wszystkie pieniądze świata, bo w jego sercu kryje się nieskończone dobro”. I jako wzruszony widz dostałbym nagrodę, bo gdyby w kolejnej scenie przyszedł złożyć wypowiedzenie z pracy, dyrektorka powiedziałaby, że wie wszystko od Klary. Byłaby tam cała 3B, która teraz głosowałaby, czy Kacper się nadaje na wychowawcę (nie ważne, że są już po maturze, ale teraz mają wiedzę, jak to jest mieć wychowawcę, który nie widzi). Tylko nie głosowaliby pisząc na tablicy, bo on tego nie widzi, ale wydawali by jakiś dźwięk, na przykład pstrykając palcami. Najpierw pstryka Klara i po kolei dołączają kolejni uczniowie, a po chwili Kacper słyszy ogrom pstryknięć, które są dla niego najpiękniejszą oceną jego pedagogicznej pracy. On płacze, Klara płacze, ja płaczę, dyrektorka płacze. Wszyscy płaczą, film ma 2 miliony widzów. Ale zamiast tego dostałem zakończenie, w którym Kacper wchodzi w parę i mam nadzieję, że wejdzie w kałużę gorącej wody i się poparzy.


Przeczytaj inne analizy

HISZPANKA

Jako człowiek, który nic nie zrobił, więc się nie zna, przedstawię swoją niepopularną opinię, z którą na szczęście można się nie zgodzić: nawet mi się podobało.

CZYTAJ

MIĘDZY NAMI DOBRZE JEST

To prawdopodobnie jedyny film, który jednocześnie polecam i krytykuję na swoim poczytnym blogu. Pozostając w tej sprzeczności, przytoczę krótką dyskusję, którą sam ze sobą przeprowadziłem w trakcie seansu.

CZYTAJ
POWRÓT DO LISTY ANALIZ






O MNIE

„Scenarzyści dzielą się na tych,
którzy piszą scenariusze i na tych,
którzy prowadzą blogi.”

Artur Wyrzykowski

Bardzo lubię oglądać filmy i zazdroszczę wszystkim, którzy spędzają życie na ich robieniu. Tego bloga prowadzę głównie dla siebie, bo dzięki temu się uczę. Piszę o tym, czego nie rozumiem i dlaczego teksty, na podstawie których powstały analizowane filmy, uważam za nieskończone. Moją naostrzoną ekierką punktuję ich słabości i niekonsekwencje. Staram się pisać konkretnie i analitycznie i z humorem i poczytnie. Wszystkim czytelnikom, widzom i twórcom życzę lepszych scenariuszy i zachęcam do chodzenia na polskie kino. Sobie życzę zrobienia filmu, który nie trafi na tego bloga.

Gdyby ktoś coś: halo@arturwyrzykowski.pl

REKLAMA

W kinach od 2 czerwca:

W kinach od 9 czerwca:

PRYWATA